· Zaloguj się · ISSN 2083-8824
Konto
E-wokandy
Sygnatura:

Miasto:

Regulacje prawne

Aktualności

A A A

Lekcja demokracji w wykonaniu PO.

    Wszyscy mający na sercu rozwój demokracji w naszym kraju boleją nad frekwencją Polaków w kolejnych wyborach. Niezależnie od tego czy są to wybory lokalne(do samorządów), czy krajowe (do Sejmu i Senatu), czy też europejskie (do Parlamentu Europy). Zawsze Polacy w znaczącej mierze pokazywali, że harce naszych domorosłych polityków ich niezbyt obchodzą. Powiedzieć można: jaka polityka – takie wybory. Jaka „klasa polityczna” taka klasa ich wyborców. Swoją drogą, zawsze denerwowało mnie sformułowanie: „klasa polityczna”. W szczególności opisująca polskich polityków. Ani to klasa, ani ludzie z klasą. Chyba, ze dodamy: klasa pierwsza w politycznej podstawówce. Wtedy wszystko jasne.

    Frekwencja w wyborach dobitnie pokazuje nam co tzw. społeczeństwo sądzi o swoich tzw. „przedstawicielach”.  Najczęściej uważamy, ze ich nie mamy. Ja sam i większość moich znajomych chodzących na wybory głosujemy, aby zagłosować przeciw większemu złu. Bo choćby małego dobra nie możemy się dopatrzyć.

    Większość komentatorów politycznych po ostatnich wyborach mówiła, ze wybór Platformy Obywatelskiej był wyborem mniejszego zła. Ludzie po 2 latach rządów PiS mieli dość tej partii. Wybrali PO. Szczególnie zmobilizowali się ludzie młodzi (przypomnijmy akcję: „schowaj dowód babci”). Co młodzi otrzymali od Platformy: oprócz braku perspektyw życia w Polsce i awantury o ACTA? Nic. Co otrzymaliśmy my wszyscy: niedotrzymane obietnice i rosnący gwałtownie dług publiczny.

     Nie dziwią więc lokalne inicjatywy „zdejmujące” w referendach władze ustanowione przez Platformę. Nie możemy dobrać się do Sejmu i Senatu – pokażmy na niższych szczeblach co sądzimy o obecnej władzy. I ludzie pokazują, a nawet, po raz pierwszy od dawna mają poczucie, że od ich głosów coś zależy i ich głos NAPRAWDĘ decyduje o jakimś, choćby małym fragmencie polskiej polityki.

    Wszystko było cacy, dopóki działo się to w małych miejscowościach. Ale już Elbląg pokazał Platformie, że warto zastanowić się nad własną polityką. A gdy zaraza zapukała do drzwi Stolicy – miarka się przebrała. Jeszcze nie usłyszeliśmy o „przypadkowym społeczeństwie”,  jeszcze nie wyzywa się nas od awanturników politycznych (choć w podtekstach wypowiedzi Prezydenta i Premiera takie sugestie tkwią), jeszcze nie wtyka się nam na gwałt rachunków (zobaczcie ile to kosztuje), ale fala krytyki skierowanej do tych kilkuset tysięcy ludzi, którzy podpisali wniosek o referendum jest ze strony PO coraz większa.

   Ale co najważniejsze. Okazuje się, że w trosce o demokrację PO nawołuje do bojkotu demokratycznego referendum. Politycy tej i partii (oraz co smutniejsze „bezpartyjny Prezydent) wołają o to ABY W IMIĘ DEMOKRACJI NIE UCZESTNICZYĆ W REFERENDUM!  Ewidentnie, dalej żyjemy w kraju Mrożka.

   Panie i Panowie z PO: przestańcie się ośmieszać. Jeszcze nie przegraliście referendum w Warszawie. A jeśli nawet je przegracie – to przecież Premier RP, zapalony sportowiec, pierwszy piłkarz RP wie co to jest fair play, wie, ze można przegrać godnie w walce, a nie uciekać przed przeciwnikiem.  Wariant, o którym słyszymy od rzeczników polityki PO; „nawet jak przegramy, to i tak władzy nie oddamy, wprowadzimy komisaryczny zarząd stolicy i jakby powiedział Tuwim: „całujcie mnie wszyscy…” nie przystoi ludziom wyrosłym z etosu walki o demokratyczną Polskę. Chyba, ze przy władzy tych osób już nie ma, albo zapomnieli o co walczyli.

   W takim wypadku tych referendów będzie coraz więcej. A nie chcielibyśmy tego wszyscy. Tak przynajmniej sądzę.




Tagi: demokracja bezpośrednia, politycy, posłowie, senatorowie
Autor: Zdzisław Lekiewicz
Data: 11 sierpnia 2013