· Zaloguj się · ISSN 2083-8824
Konto
E-wokandy
Sygnatura:

Miasto:

Regulacje prawne

Publikacje

A A A

Jak Jerry...rozdz,LVI

Rozdział LVI

  • Pani Justyno – zaaferowany Franciszek wpadł na zaplecze do pokoju Justyny i wyciągnął gazetę – pani zobaczy. Wybrano Marchewkę – pokazywał jego nazwisko na którymś miejscu.

  • Mówił pan mężowi? – spytała Justyna – bo Jerry`ego jeszcze nie było.

  • Nie zdążyłem, bo szef wyjechał, a ja po jego wyjeździe poszedłem po gazetę. Chyba już do nas nie przyjdzie po pieniądze – uśmiechnął się – chyba, że będzie chciał wykupić nasze zabezpieczenie.

  • Panie Franciszku, przecież ani Jerry, ani mój mąż, nie żądali od Marchewki pieniędzy za zatrzymane chusteczki. Chodziło nam tylko o spokój, o nic więcej. Chusteczki miały być naszym zabezpieczeniem, przed ich natarczywością.

  • Wiem, przepraszam. Ale to aż prosi się, żeby zrobić coś, czego i on będzie się bał – zakończył Franciszek – gazetę zostawię szefowej. Muszę jeszcze zapytać, czy zaproszenia na bal sylwestrowy otrzymamy w tym tygodniu?

  • Czemu pan pyta, panie Franku?

  • Dzwonią klienci i pytają, czy organizujemy bal sylwestrowy. Ustaliliśmy, że robimy, ale po to żeby umówić się z klientem i sprzedać zaproszenia, to muszę je mieć w ręku - tłumaczył się Franciszek.

  • Panie Franciszku, jutro jadę do drukarni i przywożę zaproszenia. Będzie je pan miał z samego rana, może pan umawiać się z klientami i sprzedawać. Plan sali ma pan zrobiony, stoliki ponumerowane, tylko musimy jeszcze uzgodnić obsadę personelu. Trzeba będzie dodatkowo zatrudnić pomoc do kuchni, pomoc kelnerkom i pomoc dla Jacka. Proszę to przemyśleć i zaproponować jakieś rozwiązanie, bo zna pan ludzi, którzy okresowo z nami współpracują. Czy jeszcze w czymś panu pomóc?

  • Nie, dziękuję, to na razie wszystko.

Franciszek wyszedł z pokoju, pozostawiając Justynę w głębokim zamyśleniu. Przypomniała sobie, co powiedział Wiesław, o właścicielu domu restauracyjnego „U LESIA”. Miał być spokrewniony z żoną posła Dudzika. Ma być jej bratem?

Do pokoju, gdzie siedziała Justyna, wszedł Wiesław. Ucałował ją mocno i zaproponował:

  • Może zjedlibyśmy obiad? Głodny jestem – uśmiechnął się – ty, nie?

  • Zjem coś, ale jak ci powiem nową wieść, nie wiem, czy nie stracisz apetytu. Mam gazetę z listą posłów wybranych w naszym województwie. Marchewka jest posłem – wzdychając, zakończyła Justyna.

  • Jerry, wie? – zainteresował się Wiesław – ciekaw jestem co wymyśli. Mówił, że ma jakiś plan, nie zdradzał szczegółów, ale o czymś myślał. Mówiłem ci, że współwłaścicielem domu restauracyjnego „U LESIA” jest Wojciech Ciepiel, krewny ze strony żony Marchewki. Chyba jej brat, bo ona z domu jest też Ciepiel. Będziemy rozmawiać z Jerry`m, jak przyjedzie, a teraz powiedz mi, czy robisz przygotowania do wyjazdu na ślub Jerry`ego?

  • Wiesiu, ubrania są, tylko trzeba je przejrzeć, odświeżyć i zapakować do walizki. Jedziemy tylko na kilka dni, dużo ubrań nie potrzebujemy. Trzeba pomyśleć od tych młodych ludziach, u których mamy zapewniony pobyt. Zapytaj Jerry`ego, co kupić dziecku tego małżeństwa, jak mamy odwdzięczyć się za lokum, bo Jerry mówił, że nie będziemy im płacić. Dobrze, kochanie? – Justyna spojrzała na Wiesia oczyma, pełnymi uczucia.

  • Dobrze, zapytam, ale czy ty nie masz na coś ochoty? – Wiesio uśmiechnął się – możemy pojechać do domu – zaproponował.

  • Wiesiu, teraz? W ciągu dnia? Mamy inne obowiązki – Justyna spojrzała na męża, ale już wzrokiem rozbawionym – gdy byliśmy młodsi, to kto wie?

  • Jak sobie życzysz, to może zjemy obiad?

  • Poczekajmy na Jerry`ego, zjemy razem, a przy okazji dowiemy się, co zaplanował w związku z wejściem Marchewki do sejmu. A swoją drogą, musiał mieć niezłe poparcie, bo tyle głosów uzyskał. Nie wykluczone, że pomogli mu ci chłopcy, co chodzili po mieszkaniach i namawiali do głosowania na niego. Swoją drogą, jestem ciekawa, czyje interesy on reprezentuje – spytała Justyna.

  • Popierali go ludzie z dużą kasą, nie wykluczone, że mógł to być i krewny żony jego, Ciepiel, współwłaściciel restauracji „U LESIA”. Poczekajmy z oceną na Jerry`ego, on zawsze miał jakiś ciekawy pomysł. Rozmawiałaś z panią Katarzyną? – zainteresował się Wiesław – wie o anonimie?

  • Nie, ale ma do mnie zadzwonić, gdy coś ustali w skarbówce. Ponieważ ma one nasze pełnomocnictwa do reprezentacji nas, może się dowiedzieć. Uspokoiła mnie, żeby się nie martwić. Wszystko jest w porządku – uspokajała Justyna.

Do pokoju Justyny wszedł Jerry. Roześmiany, uściskał Justynę nie spoglądając już na Wiesława, przywitał się z Wiesławem i śmiejąc się, poinformował, że wie o wybraniu Marchewki na posła.

  • Dobze mowiłem, że jak bendzie posłem, to moze wiency zarobić, i został posłem, wiecie? – dopytywał się.

  • Jerry, przecież już od paru godzin czekamy na ciebie, żeby ci to powiedzieć, a ty wpadasz i oświadczasz, że już wiesz. Kto ci powiedział, bo gazet nie czytasz? – spytała Justyna.

  • Justynko, gazet nie cytam, ale jak byliśmy z Elen na budowie nasego domu, to robotnicy pytali mnie, cy wiem, ze oni majom swojego posła, z ich terenu. Po rozmowie okazało siem, ze i my z Elen tez mamy za posła Marchewke, bo on mieska niedaleko nas. I co wy na to? – uśmiechając się, zapytał.

  • Masz jakiś pomysł? – spytał Wiesław.

  • Jesce nie psemyślałem, ale coś wymyśle – zobowiązał się Jerry.

  • Jerry, - wtrąciła Justyna - nie było ciebie w pubie, gdy mieliśmy kontrolę z inspekcji handlowej, po anonimie właścicieli domu restauracyjnego „U LESIA” z Radzymińskiej. Wiesław ustalił, że współwłaścicielem tego domu jest Wojciech Ciepiel, brat żony Marchewki. To pewnie on wysłał anonimy do inspekcji i skarbówki, żeby nas załatwić...

  • Była kontrola? – zapytał zdenerwowany Jerry.

  • Była, ale na szczęście byli to kontrolerzy rozsądni, sami dokładnie sprawdzili wszystko, od jakości dań po czystość w kuchni i na sali, nie zgłosili żadnych uwag, bo wszystko było w porządku. Poinformowali mnie, że kontrolę robią z powodu otrzymanego anonimu, który wpłynął nie tylko do nich ale również i do skarbówki – poinformowała Justyna.

  • A to piepsony menel – zdenerwował się Jerry – nic tylko dać w morde.

  • Dasz w mordę i narobisz sobie kłopotu – wtrącił Wiesiu – mówiłeś, że masz jakiś pomysł, gdy Marchewka zostanie posłem.

  • Ocywiście, ze mam, tylko wolałbym, zeby to on zwrócił siem do mnie o zwrot jego chustecek. Wtedy byśmy rozmawiali inacy, on zrobiłby to, co ja mu powiem, zeby zrobił dla nas. Wiesiu, a mas pewność, ze to brat jego zony? – spytał Jerry.

  • Mam. Sprawdziłem ich rodziców, ich drogę od skończenia szkoły podstawowej do zawarcia małżeństwa. Nie mam żadnych wątpliwości. To rodzeństwo. Rozmawiałem z ich sąsiadami, nie mają najlepszej opinni. Ani Marchewka, ani jego szwagier Ciepiel. Szwagier był postrzegany, jako narzędzie kiedyś grup bandyckich a teraz grupy mafijnej. Mam to na dysku, jak chcesz to ci zgram – proponował Wiesław.

  • Wiesiu, po co mi to na dysku. Wiem, to wystarcy. Muse pocekać na kontakt Marchewki, to wtedy sobie porozmawiamy. A tera moze zjemy obiad? Zgłodniałem – przyznał Jerry.

  • No, nic dziwnego. Tyle zajęć, to i zdrowego chłopa może zmęczyć – roześmiał się Wiesław – zamawiasz z karty, czy chcesz coś specjalnego?

  • Wiesiu, zjem danie bez miensa, bo psestałem lubić, mozes mi zamówić? – spytał Jerry.

  • Mogę, coś do picia? Piwo, whisky?

  • Wiesiu, nie zartuj, psecie jus dawno psestałem to pić. Sam mówiłeś, zeby ogranicyć, to i ogranicyłem – zadeklarował Jerry.

Zjedli obiad, słuchając zachwytów Jeery`ego nad smakiem Justyny. Nie patrzył ukradkiem na Wiesława, czy nie wyciąga rewolweru, tylko uśmiechając się, zapewniał, że w pubie je dla podtrzymania swojego smaku. Lubi jeść również i w domu, gdy Elen czasami gotuje obiady. Ale to jest inna kuchnia, inny smak potrawy. Jest to kuchnia jej mamy, Emilii.
















Tagi: powieść
Autor: Zenon Jerzy Maron
Data: 24 luty 2015