· Zaloguj się · ISSN 2083-8824
Konto
E-wokandy
Sygnatura:

Miasto:

Regulacje prawne

Publikacje

A A A

Jak Jerry...rozdz. LIX

Rozdział LIX


Jerry przyjechał parę minut po siódmej. Uśmiech na jego ustach był uzupełnieniem tego, co wyrażała cała postawa. Mówił wszystkim, podziwiającym jego niezwykłą aurę, że jest zakochany i to z wzajemnością.

  • Justynko, Wiesiu, ciese sie, ze was widze. Nie moge siem jus docekać, jak pobiezem sie z Elen. Ona tez jest sceńśliwa, mówie wam, jak mi dobze z niom.

  • Witaj szczęśliwcze – Justyna wycałowała Jerry`ego na powitanie – z dnia na dzień jesteś coraz bardziej młodszy. Aż się boję, że mój Wiesio może zapatrzeć się na ciebie i też pójdzie szukać młodszej kobiety, żeby wszystko od nowa przeżywać.

  • Justynko, co ty mówis, Wiesiu ciebie tak kocha, ze psez myśl by mu nie psesło, zeby cóś takiego zrobić. Prawde mówie, Wiesiu?

  • Prawdę mówisz, prawdę. Dobrze, że przyjechałeś, bo dzwonił Marchewka i tak jak życzyłeś sobie, umówiłem go na ósmą. Zjemy kolację i porozmawiamy z nim. Powiedz mi tylko, jaki masz pomysł.

  • Wiesiu, nie mam zadnego pomysłu. Psecie nie oddam mu chustecek, bo cułby sie bardzo pewnie, a psecie nie o to chodzi. On musi wiedzieć, ze nie tylko oni mogom draznić cłowieka, cłowiek tes moze podraznić ich. Dobze mówie? – upewniał się.

  • Bardzo dobrze, Jerry. Marchewka zapowiedział się na dzień dzisiejszy i chce rozmawiać tylko z tobą. Zostawię cię w tym pokoju i z Justyną pójdziemy potańczyć.

  • Wiesiu, no co ty. Psecie bez ciebie ja nie chcem z nim rozmawiać. My obaj z nim pogadamy, psecie ty jesteś menzem właścicielki. Powiedz mi tylko, cy Marchewka jest jus pełnym posłem? Bo jak pamientam, to poseł musi ślubować, a on ślubował jus?

  • Jerry, ślubowanie odbywa się na pierwszym posiedzeniu sejmu, a przecież dopiero zakończono wybory, komisja wyborcza policzyła głosy, ogłosiła, kto został wybrany i teraz jest czas na składanie protestów. Moim zdaniem, jest posłem na papierze, bez ślubowania nie jest ważne. Czy chcesz go olać? – zapytał Wiesław.

  • Wiesiu, nie olać, tylko dać mu sanse wyjścia ze wsystkiego z twazą. Psecie sam mówiłeś, ze jego swagier, Wojtek, napisał donosy na Justynkę i mnie. To tseba dać mu sanse, zeby to wsysko odwrócił. Dobze mówie?

  • Dobrze mówisz. Jerry, obiecywałeś, że z Elen pójdziecie na kurs języka polskiego, i jak na razie nie wykazujecie, żadnej inicjatywy a ty mówisz tak, że uszy bolą słuchać – dokładał mu Wiesław.

  • Wiesiu, zobacymy, jak ty bendzies mówił na nasym ślubie. Mnie jesce mozna zrozumieć, ale jak ty zacnies mówić, to tak jak ten taksówkas, co chciał mnie zanieść na renkach do swojego samochodu. Tak było – roześmiał się – tez nie trenujecie.

  • No dobrze, zmobilizujemy się z Justyną – obiecał – chodź, kolacja czeka.

Wyszli z pokoju i weszli na salę, siadając przy swoim stałym stoliku. Za chwilę podeszła kelnerka, przynosząc zamówione wcześniej dania, stawiając je przed Jerry`m.

  • Wiesiu, nie jes kolacji ze mnom? – zdziwił się Jeryy.

  • Zastosowałem prostą metodę odchudzania. Podzieliłem talerz na pół i jem o połowę mniej. Zauważyłem, że po dłuższym czasie mogę założyć odwieszone spodnie, założyć koszulkę dawno odłożoną. Czuję się lepiej – uśmiechnął się – tobie odchudzanie nie potrzebne, wyglądasz wspaniale, wypiję tylko herbatę.

  • Wiesiu, ja chudne z miłości – wyznał Jerry – jesce nigdy kobieta nie mencyła mnie tak mocno jak Elen.

  • Taka zaborcza?

  • Nie, ale taka zakochana.

  • Nie pytam o obowiązki, jakie winneneś spełnić wobec kochanej kobiety, ale o to, co chcesz dla niej zrobić – zaśmiał się.

  • Wiesiu, dlacego ze mnie sobie zartujes? Psecie ja robie wsysko, aby ona była scensliwa.

  • Powiedz lepiej, co na budowie – Wiesław zmienił temat.

  • Jak na budowie? Budujom tak jak architekt zapisał, a Elen narysowała. Bendzie duzy dom, moze nie wysoki, ale długi i seroki. Elen wymysliła, ze musimy mieć ze dwadzieścia pokoi, z tego chyba z dziesienć sypialni. Wejście do domu bendzie duze, ale na pientse bendom tylko pokoje gospodarce. Wsyskie pokoje, kuchnia, łazienki tsy i duzy salon, bendom na dole. Jak patsyłem na rysunek Elen, to mi siem pomyliło, ile cego ma być. Dlatego dałem Elen wolnom renke i ona sama decyduje co bendzie nam potsebne. Powiedziała mi, ze ty i Justyna macie u nas swoje sypialnie, gdy za długo bendziecie u nas. To dobze? – upewniał się Jerry – bendzie tez basen i oddzielny pokoj koncertowy dla nasych gości, gdy bendom słuchać grania i śpiewania Elen. Ona bardzo dobze gra na fortepianie, wies?

  • Jerry, skąd mam wiedzieć jak nie słyszałem Elen śpiewającej? Miałeś dać znać, gdy będzie śpiewała na którymś przedstawieniu.

  • Ocywiście, ze dam. Tylko to bendzie w stycniu dopiero. Pocekas?

  • A, mam inny wybór? Jak byliśmy w domu u was, to Elen nie śpiewała, tylko ponaglała nas do wyjścia. Musiała? – zapytał Wiesław.

  • Musiała, bo jechaliśmy do swoich spraw – usprawiedliwił Elen – spiesyliśmy siem do pana architekta i do opery.

Do stolika podszedł Franciszek, sygnalizując, że umówiony gość przyszedł i czeka na zaproszenie. Wiesiu uśmiechnął się i zapytał Franciszka, czy gość jest bardzo spokojny, czy się denerwuje. Franciszek odpowiedział, ze jak na posła, to jest wyjątkowo niespokojny, ale jak na bandytę, to nie widać po nim większego zdenerwowania. Podszedł do stolika, gdzie siedzieli i kłaniając się na powitanie, poprawił krawat, bo wyglądało, jakby go, ogromnie cisnął i usiadł na wolnym krześle, dziękując, za przyjęcie go na rozmowę. Zapanowała chwila milczenia, gdzie Marchewka przyglądał się Jeryy`emu, Jerry przyglądał się Marchewce a Wiesław patrzył spokojnie na obu zainteresowanych.

- Wywołałem to spotkanie, panie Jerry, bo jestem posłem sejmu w nowej kadencji – rozpoczął Marchewka – i mam nadzieję...

Jerry przerwał jego wypowiedź, kwestionując przynależność do grupy posłów.

  • Uwazam, ze nie jest pan jesce posłem, bo nie było ślubowania. Dopiero na pierwsym posiedzeniu, bendziecie ślubować i wtedy bendzie pan posłem. Dobze mówie Wiesiu?

  • Masz rację, na pierwszym posiedzeniu ślubują i od tego momentu są posłami. Panie Marchewka, proszę wyraźnie powiedzieć o co panu chodzi, żebyśmy nie musieli się domyślać, jak przy pierwszej wizycie.

  • Prosiłem panów, żebyście nie nazywali mnie marchewką. Moje nazwisko to Józef Dudzik i tak proszę się do mnie zwracać...

  • Panie, przecież to pana ludzie przyszli do nas, mówiąc, że przychodzą od marchewki i zażądali pieniędzy za ochronę naszego pubu ...

  • A, czy każdy kto przyjdzie i powie jakieś nazwisko, żądając pieniędzy za ochronę, to mu dacie, albo uwierzycie, że przysłała go osoba, na którą się powołują? – bronił się Marchewka.

  • Panie Dudzik – wtrącił się Wiesław – przecież to pan zorganizował tą grupę bandycką. Zapewniając im oparcie dla rodzin, zapewniał pan sobie ich przychylność, będącą gwarancją, że pana nie ujawnią, jako organizatora grupy przestępczej, po swojej wpadce. Policja o tym dokładnie wie, tylko żaden z pana ludzi nie kwapił się aby pana ujawnić.

  • Dlatego zostałem posłem, abym mógł czynić to co robiłem dla nich, na dużo większą skalę – wyrecytował Marchewka, nie zdając sobie sprawy, ze potwierdził tezę Wiesława – obdarzyli mnie zaufaniem i proszę mi w tym nie przeszkadzać.

  • To cego pas sobie zycy? – spytał Jerry.

  • Tych cholernych chusteczek schowanych przez pana, panie Jerry. Musi mnie pan je oddać, bo jeśli nie, to będziemy rozmawiali inaczej, ale już przy udziale mojego adwokata – zdenerwował się Dudzik.

  • Panie Marchewka – odpowiedział Jerry, patrząc na reakcję, gdyż użył jego pseudonimu – adwokat bendzie panu potsebny, jak zamkną pana za morderstwo z premedytacjom, psy którym znajdom pana chustecki, poplamione krwiom pana i denata. A wie pan, ze statystyki mówiom, ze w Polsce kazdego dnia zabijajom dwie cy tsy osoby. Jeśli chustecki zostanom zbrukane krwiom ofiary, nikt, nawet sond nie uwiezy panu, ze pan tam nie był. Moze pan mowić wtedy, ze chciał pan harac od nas, tylko cy uwiezom? Prose pamientać, ze imunitet poselski nie obejmuje zbrodni popełnionej w casie kadencji poseslskiej. Na chusteckach som tylko pana ślady krwi, kichania i śliny – Jerry przerwał, spoglądając na reakcję Dudzika.

  • Panie Jerry, to co ja mam zrobić? – zapytał zrezygnowany.

  • O, to jest właściwe pytanie. Mówi panu coś nazwisko Wojciech Ciepiel? – Jerry spojrzał na Marchewkę.

  • To mój szwagier, brat mojej żony. A co on ma do mnie? – zdziwił się Dudzik.

  • Duzo, panie Marchewka. Pan Ciepiel jest współwłaścicielem domu restauracyjnego „U LESIA”. Do inspekcji handlowej, do skarbówki wysłano donosy na nas pub, ze tu kradnom i osukujom klientów. Ustaliliśmy, ze donosy wysłał pana swagier, Ciepiel, bo u niego nie ma klientów. Nam siem to nie podoba, ze na nas pub ktoś pise donosy. Dlatego licymy, ze pan porozmawia ze swoim swagem i zaproponuje mu, zeby wysłał do tych instytucji pisma, w których ostro pseprosi za pomyłke i napise, ze to som ludzie bardzo ucciwi. Co pan na to, panie Marchewka? – skończył przyglądając się uważnie Dudzikowi.

  • Jaki macie dowód na to, że to mój szwagier wysłał te donosy? On pisał ręcznie?

  • Nie, panie Dudzik – wtrącił się Wiesław – pisane były na komputerze. Pan ma dostęp do komputera szwagra i może pan sprawdzić.

  • Załóżmy, że mam dostęp do komputera, jak jestem u niego. Przecież to pismo mógł skasować, jeśli to on pisał. Jak ja to znajdę? – martwił się Dudzik.

  • Proste. Wejdzie pan do internetu i ściągnie pan program do odzyskiwania plików, uruchomi go i poprosi o odszukanie skasowanych plików. Operacja może potrwać trochę czasu, ale program ten, pokaże panu, wszystkie pliki, kasowane w ostatnim czasie. Mając te pliki, odszuka pan to pismo i to właśnie będzie dowodem, że wysłał to pana szwagier – poinstruował go Wiesio.

  • Panowie – prawie krzyknął – to ja mam własnego szwagra śledzić?

  • Wszystko zaczęło się od mięśniaków, których pan przysłał do naszego pubu – odpowiedział Wiesław – i to spowodowało lawinę zdarzeń, następujących po sobie. Nie myśmy to spowodowali, spowodował to pan, panie Marchewka...

  • Ma pan na to dowody, że to ja kazałem to im przyjść?

  • Oczywiście, w aktach sprawy są nasze zeznania, zawierające informacje o tym, na kogo mięśniaki się powoływali. Powoływali się na pana, panie Marchewka...

  • Do cholery, prosiłem, żeby nie nazywać mnie marchewką, jestem Józef Dudzik i proszę to zapamiętać...

  • ...bo? Zaczyna pan straszyć, panie Marchewka? – Wiesław ciągnął dalej – dużo nas kosztowało, aby wrócić do równowagi, po wizycie pana ludzi. Nie tylko wy możecie być bezwzględni, ludzie uczciwi, ale zdesperowani, mogą również postępować bezwzględnie wobec was, bandytów. Bo tylko na takie miano zasługujecie – zakończył.

  • Psykro mi, ale mój kolega ma racje. W Niu Jorku takie chwasty wyrywałem gołymi renkamy. Tu jest inne prawo, kozystne dla was, ale to musi siem zmienić, bo cłowiek tego moze nie wytsymać. Ma pan dwie mozliwości. Sprawdzić swego swagra, tak jak mówił mój kolega, lub pocekać, az dobiorom siem panu do dupy. Decyzja nalezy do pana.

  • A moje chusteczki, odda mi pan, czy nie? – zapytał rozgoryczony Dudzik.

  • Gdybym był taki jak pan, to dałbym panu chustecki zapaśnika, a pana sobie zostawił. Pan by myślał, ze ma swoje i robiłby nam pan dziwne zecy, a ja w takiej sytuacji chustecki puściłbym do obrotu i policja wziełaby pana za kark. Dlatego powiem tak. Chustecek panu nie oddam dotąd, dopuki nie psyjdzie pan do nas z dobrym słowem i zapewnieniem, ze pana swagier juz nigdy nie napise na nas donosów i on osobiście nas pseprosi. Wiesiu, dobze bendzie? – zapytał.

  • Bardzo dobrze, Jerry. To właśnie chciałem wyrazić. Panie Marchewka, będziemy pana inaczej nazywać, jeśli przekona nas pan, że nie należy pan do tego bandyckiego zespołu – Wiesław spojrzał na Jerry`ego i mając jego aprobatę, ciągnął dalej – chociaż wiem, że będzie panu trudno być posłem, ze świadomością, że mięśniaki siedzą i ostatnio dołączył do nich stary zapaśnik z zarzutem zabójstwa. Nie wiem, czy powiedział z kim go dokonał, ale to tylko kwestia czasu i wtedy mogą pana wciągnąć w to bagno, a dowody na pewno mają. Proszę przemyśleć w zaciszu domowym i dać nam znać, jakie zajął pan stanowisko w naszej sprawie. Czy zrozumiał mnie pan?

  • Nie dajecie mnie panowie żadnej alternatywy. Zastanowię się i powiem, co zrobię. Panie Jerry – spojrzał w jego kierunku – doszło do mnie, że niedaleko mojego miejsca zamieszkania, rozpoczął pan budowę domu? Czyli będziemy sąsiadami? Może odwiedzę pana w domu? – rzucił tak, kończąc swoją wypowiedź.

  • Panie Marchewka. Nie radzę psychodzić do mnie bez zaprosenia. Jestem byłym policjantem i mam broń legalnie, a jak ktoś wejdzie bez zaprosenia na mój teren to moze dostać za darmo kulke, i go wyniosom, wiecy juz nie psyjdzie – uśmiechnął się – prose siem zastanowić, co bendzie pan robił dalej.

Marchewka podniósł się od stolika, obejrzał się wokół, po sali i widząc spokojnie siedzących klientów, uśmiechnął się do siebie, zamierzał żegnając się podać rękę bo wykonał taki ruch, ale rękę cofnął, powiedział – Do widzenia – nie komentując, ukłonił się i wyszedł z sali do wyjścia. Za chwilę do stolika podeszła Justyna, a następnie przyszedł Franciszek. Usiedli i Franciszek ustępując Justynie prawo głosu, uśmiechnął się szeroko.

  • Daliście mu te pieprzone chusteczki? – zapytała Justyna.

  • Justynko – odpowiedział Jerry – psecie my som ludzie myśloncy. Jeśli by miał chustecki, to mógłby nam dalej nasyłać bandytów, a tak na razie mamy go z głowy.

  • Mówiliście mu o szwagrze, Wojtku, który nam bruździ? – dopytywała Justyna.

  • Ocywiscie, Justyko. Daliśmy mu zadanie do rozwionzania na komputeze, nie pytaliśmy cy potrafi go obsługiwać, ale zadanie ma. Moze go rozwionzać na rózne sposoby. Moze to zrobić sam, moze sobie wzionć hakera, to mu znajdzie w kompie potsebny plik.

  • Panie Jerry – włączył się do rozmowy Franciszek – mamy jakąś pewność, że nie będą już nas nachodzić?

  • Panie Franku, nie mamy takiej pewności, bo to jest hydra. Jeden łeb utnies, wyrasta nastempny. Ale, jezeli ludzie zobacom, ze sobie radzimy, to mogom powiedzieć tym łbom hydry, ze nie warto z nami zacynać, bo mamy na nich sposoby – roześmiał się Jerry.

  • Te irlandzkie? – z uśmiechem na ustach, Franciszek zapytał.

  • A nie znacie polskich sposobów, musicie zara siengać po cudze sposoby? Psecie jesteście z Pragi, mozecie przyjonć rozwionzania praskie, prawda Wiesiu? – spojrzał wymownie, jakby chciał powiedzieć, że każdy wychowany na Pradze, musi umieć się bronić.

  • Masz rację Jerry, powinniśmy sobie poradzić, ale czy dlatego pytasz, że chcesz nas opuścić? – zapytał Wiesław.

  • No, wies, ze lece z Elen do Inrlandii, wzionć ślub. Psecie i wy z Justynom tez tam bendziecie. To mnie na miejscu, tu nie bendzie troche casu. Musucie radzić sobie, na razie beze mnie. Jak wróce juz zonaty, to wam pomoge.

  • Jerry, a kiedy jedziecie? Pytam dlatego, że pracownicy chcieli się z tobą i Elen spotkać tu w pubie, złożyć wam życzenia i wręczyć jakiś prezent na nowe mieszkanie – spytała Justyna.

  • Justynko, bende w poniedziałek z Elen, bo ma wolne, a we wtorek jus lecimy do Irlandii, do domu syna i tak sykujemy siem do ślubu. Z Wiesławem jus uzgodniłem, ze psyjezdzacie dwa dni psed świentami, jedziecie do Basi i Andzeja i tam sykujecie siem do świadkowania. Piersego dnia jedziemy razem na ślub mojego psyjaciela z policji Niu Jorku, Rory`ego a następnego dnia świadkujecie na moim ślubie. Dobze bendzie?

  • Oczywiście Jerry, będzie bardzo dobrze. Całe szczęście, że zima w miarę łagodna, to i budowa jakoś idzie. Jak wrócicie po ślubie, to już pewnie i stan surowy będzie stał. Ale przeprowadzicie się dopiero, jak wykończą dom, ustawią meble i będziecie mieli nowe gniazdko. Wiesz, że i Justyna zaczyna przebąkiwać, czy nie powinniśmy kupić działki i zacząć się budować?

  • Justynko – Jerry ucieszonym głosem zapytał – naprawe byś pseniosła siem do nowego domu?

  • Tak sobie rozmyślam, jak patrzę na was, szczebiotki. Coś w tym musi być, że każda poważniejsza zmiana w małżeństwie, powoduje ożywienie, dodatnio wpływające na stosunki damsko – męskie. Prawda Wiesiu? – Justyna z uśmiechem numer jeden zwróciła się do męża.

  • Oczywiście kochanie, tylko dlaczego kochanie, uśmiechając się do mnie, pokazałaś mi cały garnitur twoich pięknych zębów? – dziwił się Wiesiu.

  • Właśnie dlatego, że są piękne – uśmiechnęła się Justyna – a co ci przy wszystkich miałam pokazać?

  • Justynko, pokazuj wsysko co pienkne – roześmiał się Jerry – tak namawiam Elen.

  • Żartujcie sobie ze mnie – powiedziała Justyna zgaszonym głosem – ja też kiedyś byłam młoda.

  • Justynko – wtrącił Wiesław – co za myśli ci przychodzą do głowy? Przecież nie dałem ci powodu do takiego mówienia.

  • Powodu nie dałeś, ale Jerry cały czas pieje, jaką to ma młodą żonę – poskarżyła się Justyna.

  • Jerry – Wiesław zdecydowanym głosem zakomunikował przyjacielowi – nie chcemy więcej słyszeć podkreśleń, że twoja żona jest młoda. Rozumiesz?

  • Rozumiem, rozumiem, co mam nie rozumieć. Jesce nie jest mojom zonom, ale nie bende jus o tym mówił. Po ślubie bendzie inacej, nie psejmuj siem Justynko, dzięki Elen nie boje siem jus Wiesława, ze mi bendzie po jajach stselał – wystękał .




Tagi: powieść
Autor: Zenon Jerzy Maron
Data: 06 marca 2015