· Zaloguj się · ISSN 2083-8824
Konto
E-wokandy
Sygnatura:

Miasto:

Regulacje prawne

Publikacje

A A A

Jak Jerry...rozdz.LXI

Rozdział LXI


Punktualnie o dziewiątej trzydzieści, Wiesław nacisnął guzik dzwonka przy drzwiach mieszkania Elen i Jerry`ego. Drzwi otworzyły się prawie natychmiast, jakby Jerry czekał tylko na ten sygnał.

  • Gotowi do wyjazdu?

  • Ocywiście Wiesiu, cekam na ciebie juz psy dzwiach. Elen – krzyknął w głąb mieszkania – Wiesiu przyjechał, możemy już jechać. Pójdę z Wiesiem do samochodu, a ty pozbieraj swoje drobiazgi – krzyknął do Elen, siedzącej jeszcze w łazience – na bóstwo siem robi – skomentował i uśmiechnął się do Wiesława.

  • Nie krzycz tak głośno, słyszę. Musisz wrócić po moją walizkę, bo ja mam dwie torebki – odpowiedziała Elen.

  • Wiesiu, nie wiedziałem, ze kobita moze siem tak sykować. Dwie torebki, dwie walizki i duza torba z butami, pseciez nie pseprowadzamy siem do Irlandii, tylko biezemy ślub – wyrzucił z siebie Jerry.

  • Masz piękną żonę, a to niestety ma swoje dobre ale i złe strony, trzeba ją niestety, oprawiać w coraz to inne ramki – roześmiał się Wiesław.

  • Ty tes mas drugom zone i Justy taka jest? – spytał Jerry.

  • No, właśnie, też muszę ją w coraz to inne ramki oprawiać. Ale, po to ma się kobietę, żeby było na co wydać zarobione pieniądze – Wiesław dalej się uśmiechał wkładając pakunki do samochodu – to wracaj po Elen, ja to poukładam w bagażniku.

Jerry wrócił do mieszkania, a Wiesław układając walizki w bagażniku, przypomniał sobie swój ślub z Justyną. Będąc już po słowie, postanowili wziąć ślub cywilny, chociaż matka Justyny w prowadzonej rozmowie sugerowała jej, żeby wzięła ślub wyznaniowy w kościele katolickim, bo te śluby trudniej rozwiązać. Justyna rozważyła sama i podjęła decyzję, że dla niej i jej dzieci jakie będą mieli, wystarczy ślub cywilny w oprawie, jaką proponuje urząd stanu. Też mieli marsza weselnego granego przez znajomą skrzypaczkę z towarzyszeniem akordeonu, mieli lampkę szampana dla siebie i gości, też dostali dokument ze złożoną przysięgą małżeńską i mieli zdjęcia, gdy składali podpisy pod „cyrografem”, jak nazywano akt małżeństwa. Nic się dla nich nie liczyło, liczyli się tylko oni. Ślub brali dla siebie, a nie dla znajomych, których i tak nie było wielu. Justyna w pracy nie mówiła o zamążpójściu, Wiesław również nie rozpowiadał w pracy, bo nie musiał. Zaprosili kilku znajomych z kręgu stałych przyjaciół Justyny, trochę znajomych Wiesława i to wszystko. Nie mieli dużej rodziny, bo ze strony Justyny była tylko jej mama, a ze strony Wiesława, nawet dorosły syn nie chciał przyjechać. Była tylko jego siostra z mężem, nie ciesząca się ze ślubu Wiesława i Justyny. Była zwolenniczką, teorii, że rozdzielić małżeństwo może tylko śmierć. Ale i w jej małżeństwie nie działo się dobrze. Też coraz częściej byli skłóceni i demonstrowali swoje niezadowolenie z drugiej połowy w niezwykle głośny sposób. Kłócili się tak głośno, że cała ulica musiała wiedzieć, co się z nimi dzieje i dlaczego jest tak, jak jest. Przykro było Wiesławowi uczestniczyć w tych kłótniach, czasami, gdy wpadał do nich, dlatego starał się ograniczyć swoją bytność u siostry do tych koniecznych.

Po chwili zobaczył Jerry`ego z dużą torbą w ręku jednym i w drugim trzymającym dwie damskie torebki, a za nim szła Elen z następną torebką w ręce. Nie zaśmiał się tylko dlatego, ze mina Jerry`ego wyrażała niezwykłe uwielbienie dla tego co robi. Elen cmoknęła Wiesława w policzek i wsiedli do samochodu. Pojechali na lotnisko. Wyjęli bagaże i stanęli w niedużej kolejce, bo samolot był już podstawiony. Wiesław pomógł Jerry`emu uporać się z bagażami, uściskał ich w imieniu Justyny i swojej i wrócił do samochodu. Stanął na tarasie i gdy samolot ruszył, pomachał im ręką, mając nadzieję, że Elen i Jerry widzą go. On ich nie zobaczył.

Justyna juz czekała na jego powrót, chcąc jak najszybciej pojechać do pubu. Czekała na nowy transport towaru, zamówionego w nowej hurtowni i była ciekawa jak się wywiążą z zobowiązania. Przy rozmowie wstępnej, rejestracji firmy, byli niezwykle wylewni, zobowiązując się do wszystkiego, z czym Justyna do nich wychodziła. Gwarantowali dostawę świeżego mięsa, bo mieli własny rozbiór, dostawę świeżych ryb, z własnych stawów hodowlanych pod Warszawą, polecali współpracującą z nimi piekarnię, dowożącą własnym transportem świeże pieczywo, według ustaleń stałych, czy nawet doraźnych. Gwarantowali dostawy innych artykułów spożywczych, nabiału, bezpośrednio od producentów. Mieli niewiele wyższą marżę, ale gwarantowali, że Justyna na nich się nie zawiedzie. Dlatego spieszyła się do pubu, żeby samej być przy przyjęciu towarów do magazynu. Dojechali do pubu w tym czasie, gdy samochód z hurtowni wjechał na zaplecze pubu i Franciszek z Janiną sprawdzali towar wnoszony do magazynu.

  • Dobry towar pani Janino? – zapytała Justyna.

  • Uważam, ze dobry i świeży. Powinno nam starczyć na parę dni. Muszę pani powiedzieć, że i ceny wystawione na fakturze nie są za wysokie.

  • Mamy upust, jako nowi klienci. Zawarliśmy umowę na dostawy wieloletnie, będą mieli z nas i tak niezły zysk, mogą sobie na to pozwolić – uspakajała ją Justyna – dla nas i naszego klienta jest ważne, aby towar był świeży.

  • Szefowo, a oni znają oni pana Jerry`ego? – zapytała Janina.

  • Czemu pani pyta?

  • Bo jak przyszedł konwojent z fakturą, to najpierw zapytał, czy jest pan Jerry. Gdy powiedziałam, że nie ma, trochę się zmartwił, a następnie poprosił, żeby przekazać mu pozdrowienia od właścicieli hurtowni – dziwiła się Janina.

  • Nie wiem, czy Jerry ich zna, a nie wymieniali nazwiska tej osoby? Zaraz, może na fakturze są ich nazwiska – Justyna wzięła fakturę od Janiny i zaczęła sprawdzać.

  • Pani Justyno – ciągnęła Janina – on coś mówił, że mieszkają niedaleko siebie...

  • Może budują się razem – domyślała się Justyna.

  • Nie, mówił, że mieszkają. Ale nic konkretnego nie powiedział – spojrzała na konwojenta niosącego paczkę – to chyba ostatni towar, to ja już pójdę do siebie. Pani pokwituje, prawda?

  • Tak pani Janino, pokwituję – zakończyła Justyna i zaprosiła

Konw ojenta do siebie, do pokoju. Zastanawiała się, czy pytać o Jerry`ego, ale postanowiła nie ruszać tego tematu. Będzie chciał to sam powie. Wiesław też nie wiedział, co mogło łączyć Jerry`ego z właścicielami hurtowni, do której zwróciła się Justyna. Postanowiła, że będzie pytać Jerry`ego, jak wróci poślubiony. Przecież nie będzie mu zawracała głowy przed ślubem.










Tagi: powieść
Autor: Zenon Jerzy Maron
Data: 09 marca 2015