· Zaloguj się · ISSN 2083-8824
Konto
E-wokandy
Sygnatura:

Miasto:

Regulacje prawne

Publikacje

A A A

Jak Jerry...rozdz.LXIII

Rozdział LXIII

 

Obudzili się wyspani, ale Elen nie zapamiętała co jej się śniło na nowym miejscu. A tak chciała sobie zapisać. Jest trochę przesądna, ale nie mówiła nic Jerry`emu, żeby z niej nie podśmiewywał się. Nie zapamiętała, bo jak tylko otworzyła oczy, to Jerry natychmiast się nad nią pochylił i zaczął ją całować. Oddała mu pocałunek, ale nie mając pewności, czy Jerry nie będzie chciał czegoś więcej, uciekła z łóżka do łazienki i w tym rozgardiaszu, zapomniała, co jej się śniło. Pamiętała, ze mają dużo do załatwiania, dlatego wstała wcześniej, zrobiła swoją toaletę, pogoniła Jerry`ego i poszła do kuchni, gdzie już urzędowała Elaine, szykując śniadanie dla wszystkich, a przede wszystkim dla swoich dzieci. Słychać było, że Sean był bardzo głodny, bo głośno domagał się zajęcia się nim. Roisin wprawdzie trzymała butelkę z mlekiem przy jego buzi, ale z okrzyków wynikało, ze domagał się czegoś więcej.

  • Wyspałaś się? – spytała Elaine.

  • Wyspałam, pierwszy raz nie pamiętam, co mi się śniło na nowym miejscu – poskarżyła się Elen.

  • Wierzysz w to? – roześmiała się Elaine – i tak ma cię spotkać wielkie szczęście.

  • To szczęście to mnie już spotkało. Właśnie przez to moje szczęście jestem tu, gdzie jestem – uśmiechnęła się – powiem ci, że jestem z nim szczęśliwa.

  • To dobrze. To są dobre chłopy. Szanują rodzinę, szanują żony, ja też złego słowa nie mogę powiedzieć na mojego Brendana – Elaine spojrzała śmiejącymi się oczyma na Elen – uszczęśliwi cię dzieckiem, to dopiero docenisz ich wartość.

  • Jerry był bardzo zdziwiony, gdy mówiłam mu o dzieciach – dodała Elen – wyglądało, jakby się ich nie spodziewał.

  • Spokojnie, teść nie jest taki stary. Jeszcze nie ma sześćdziesiątki, a jest kawał chłopa. W policji się wyrobił. Brendan opowiadał, że zawsze był żywotny.

  • O czym tak plotkujecie? – zapytał Jerry wchodząc do kuchni – gdzie Brendan, miał nas zawieść do pastora.

  • Dzwonili z pracy, znowuż kłopoty z agregatem i musiał pojechać z Finate`em. Powiedział, że niedługo wróci po was, zjedzcie śniadanie i będziecie mogli pojechać. Pamiętajcie o dokumentach – przypominała Elaine.

  • Dziadziu, dziadziu, nakarmisz Sean`a? – wykrzyczała Roisin wpadając do kuchni.

  • Pewnie, że nakarmię, tylko sam bym chciał coś przełknąć. Poczekaj chwilę, wezmę tylko kawę i już idę...

  • Dziadziu, dziadziu, ale Sean nie pije kawy, on jeszcze pije mleko – poinformowała Roisin.

  • Kochanie, kawę mam dla siebie, a mama przygotowała dla was pyszną kaszkę i też ją zabiorę. Masz, weź te naczynia i łyżeczki a ja wezmę garnek. Chodź, bo Sean uschnie z głodu – śmiejąc się, zagarnął Roisin i poszli do salonu, gdzie przy stole, na swoim krzesełku siedział Sean i gapił się w telewizor.

  • Dziadziu, dziadziu, a ty jadłeś tą kaszkę?

  • Nie kochanie, nie jadłem, dla mnie mama przygotowała zupełnie inne danie.

  • To skąd wiesz, że kaszka jest pyszna? – zapytała zdziwiona Roisin.

  • Bo mama po cichu mi powiedziała, że jest pyszna, a mamie zawsze trzeba wierzyć – śmiejąc się, odpowiedział wnuczce.

Usiedli przy stole, Jerry nałożył do miseczki kaszki na mleku i gdy chciał karmić Sean`a, Roisin poprosiła o łyżeczkę i sama zaczęła karmić brata. Kiedy Jerry zdziwiony spojrzał na nią, nie przejęła się tym tylko powiedziała:

  • Dziadziu, pij swoją kawę i odpoczywaj, bo przecież zmęczysz się na ślubie, jak będzie brał na ręce swoją żonę.

  • Kochanie, kto ci powiedział, że będę brał na ręce moją żonę?

  • A mamusia mówiła do tatusia, że powinieneś ze szczęścia nosić swoją żonę cały czas na rękach, a tata się z tym zgodził. To będziesz zmęczony, ale będę mogła z tobą po tym rozmawiać? – zapytała.

  • Oczywiście kochanie, że będziemy mogli rozmawiać, ale jak wrócę, wieczorem. Dobrze? Teraz dopiję kawy i pojadę z Elen do pastora, bo tatuś już wrócił. Dokończysz karmić Sean`a?

  • Tak dziadziu, dokończę, przecież prawie zawsze jak jestem w domu, to mama mnie prosi o nakarmienie brata. Dam radę, na pewno.

Jerry dopił kawę, zabrał filiżankę i poszedł do kuchni, gdzie zakotwiczył Brendan i Elen. Okazało się, ze Elen zjadła śniadanie w kuchni razem z Elaine, a Brendan zjadł przed wyjazdem, dlatego wsiedli szybko do samochodu i pojechali do pastora, dać dokumenty i omówić przebieg uroczystości. Pastor był mężczyzną w wieku średnim, z jasnym spojrzeniem na życie, nie prawiącym kandydatom na małżonków żadnych banałów. Zainteresował się matką Elen, pytał o wielkość rodziny Jerry`ego, ich wyznanie i ze zrozumieniem przyjął, że Jerry będąc wychowany w duchu katolickim, wstępuje w związek małżeński z kobietą, wychowaną w duchu protestanckim. Potwierdzono godzinę ślubu, omówiono oprawę muzyczną i ustalono przebieg samego ślubu. Pastor poprosił Jerry`ego, aby przygotował sobie krótkie przemówienie, będące formą zobowiązania się do wejścia w związek z oblubienicą i przyrzeczenie jej wierności, aż do końca swoich dni. Omawiano niewiele zagadnień, ale upływający czas spowodował, że zbliżała się godzina odbioru matki Elen, z lotniska Dublińskiego.

Po ustaleniach z pastorem przebiegu całej uroczystości, ruszono szybko do Dublina, aby przyjechać wcześniej niż wyląduje samolot, nie dając mamie Elen powodu do narzekania, że pozostawiono ją samą.

Samolot przyleciał bez opóźnień, Jerry z Elen weszli na salę przylotów i wyglądali mamy Emilli. W pewnej chwili zobaczyli z daleka sylwetkę mamy, wyglądającą jak mała kobietka w olbrzymiej hali, ciągnąca za sobą walizkę na kółkach. Elen nie wytrzymała i wybiegła mamie na przeciw, uściskała ją, zabierając walizkę. Jerry wyszedł im na spotkanie, witając się wylewnie z jej mamą. Przecież to mama była inicjatorką ich skrytych spotkań w domu Conrado. Zobaczył, ze mama Elen ma łzy w oczach ze wzruszenia, że marzenie jej córki nareszcie się spełniło. Ma przy sobie człowieka, o którym często marzyła. Uściskom nie było końca i wolniutko wychodzili z hali przylotów, wyglądając, gdzie Brendan zaparkował samochód. Dojrzeli go po drugiej stronie parkingu, pomachali do niego i wolno zaczęli się przemieszczać. Według wypowiedzi Emilii, w samolocie nie było dużo pasażerów, a przed wyjściem z hali było bardzo tłumnie. Okazało się, że równocześnie przyleciały jeszcze dwa samoloty z innych kierunków, przywożąc pasażerów do rodzin, w odwiedziny. Przecież niedługo święta.

Przejechali do domu bardzo szybko, mimo dużego ruchu na trasie. Irlandia, kraj katolicki, bardzo żywiołowo obchodził wszystkie święta wyznaniowe. Stąd też i taki ruch na drogach dojazdowych. Przecież jutro już wigilia, a nie wszyscy kupili żywe karpie, dlatego szał zakupów dochodził do najwyższego stopnia. We wszystkich supermarketach gęsto od ludzi, realizujących ostatnie zakupy. Istne żniwa dla sprzedających. W niektórych sklepach wywieszano kartki z informacją, że sprzedają karpie prosto z polski. Czy polska karpiem stoi? – Jerry zapytywał sam siebie. Nie zagłębiał się w tajniki handlu, ale będąc w Polsce, nawet w święta, nie widział takiego szału zakupów, w okresie przed świątecznym, jak w Irlandii. Ale to była już inna Irlandia, bogatsza, młodsza, zmierzająca w zupełnie innym kierunku, niż w okresie jego dzieciństwa. Cieszył się, że jego dzieci i wnuki żyją w czasach wolnych od wojen, walk wewnętrznych, zachwiań politycznych. Doczekano się stabilizacji, wpływającej dodatnio na samopoczucie społeczeństwa. Społeczeństwa nie podzielonego.

Telefon od Rory`ego wyrwał go z przemyśleń. Nagle zdał sobie sprawę, że szykując się do własnego ślubu, może nie zapomniał o ślubie przyjaciela, ile odłożył go na później, koncentrując się na swoim ślubie i zdarzeniach jemu towarzyszących.

  • Witaj Rory, pamiętam, pamiętam, nie martw się. Powiedz tylko o której godzinie mam być w tym kościele?

  • Nawet nie zadzwoniłeś po przyjeździe. Myślałem, ze zapomniałeś. Ślub ma się odbyć o godzinie jedenastej, tak, że bądźcie u nas gdzieś na dziesiątą. Pojedziemy wspólnie do kościoła zamówionym samochodem, a swój zostawisz pod naszym domem. Później pojedziemy do zarezerwowanego lokalu, zjemy tam obiad świąteczny i pobawimy się trochę i wy pojedziecie do siebie, żeby przygotować się na następny dzień. Ja też z Aileen przyjadę do was godzinę wcześniej i razem pojedziemy do waszego kościoła. Spotkanie robicie u syna?

  • Tak Rory, będzie cała rodzina. No dobrze, to mamy uzgodnione podstawowe rzeczy, czyli spotykamy się w waszym kościele. Pozdrów Aileen i do zobaczenia.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 




Tagi: powieść
Autor: Zenon Jerzy Maron
Data: 20 marca 2015