· Zaloguj się · ISSN 2083-8824
Konto
E-wokandy
Sygnatura:

Miasto:

Regulacje prawne

Publikacje

A A A

Jak Jerry...rozdz.LXV

Rozdział LXV

 

Rory już czekał na nich, wyglądając niespokojnie przez okno. Był pewien, że Jerry przyjedzie jak się umówili, godzinę wcześniej. A jak zaśpi? – pytał sam siebie – przecież to po wigilii, pierwszym spotkaniu z rodziną, po tak długim okresie nie widzenia się. Aileen widząc go biegającego od okna do okna, zapytała, czemu tak biega a nie usiądzie spokojnie w jednym miejscu.

  • Przecież nie usiądę na jajach bo i tak ich nie wysiedzę – odpowiedział z wściekłością – Jerry już powinien być.

  • Powiedział ci, ze będzie, to będzie na pewno. Sprawdź, czy nie trzeba ci czegoś odświeżyć – zaproponowała.

  • Samopoczucie – jęknął Rory – czuję się jak wielki dupek. No, nareszcie przyjechał. Możemy się szykować do wyjazdu.

Po dłuższej chwili usłyszeli dzwonek przy drzwiach i gdy Rory nerwowo szarpnął drzwiami zobaczył w nich dwie nieznane sobie kobiety, za nimi Jerry`ego i jakiegoś gościa.

  • Dlaczego tak późno? – zapytał z pretensją w głosie.

  • Tak się umawialiśmy, godzinę przed ślubem – odezwał się Jerry – poznajcie się, Elen moja luba z którą jutro się żenię i moi znajomi z Polski, Justyna i Wiesław.

  • Witamy – odpowiedzieli Aileen i Rory – możemy już jechać?

  • Możemy – uśmiechnął się Jerry – opanuj się, idziesz do ślubu a nie na ścięcie. Samochód zostawiłem w ustalonym miejscu.

  • Jerry – odezwała się Aileen – zajmij się gośćmi, bo jak Rory zacznie prowadzić nas do kościoła, to możemy pojechać na cmentarz. Taki jest roztrzęsiony.

  • Dobrze, Rory, idziemy, samochód z kierowcą już czeka – Jerry wziął pakunek stojący w przedpokoju i zaczęli schodzić na dół.

Wsiedli do samochodu, kierowca uruchomił silnik, włączył klimatyzację i pojechali do kościoła. Nie było tłoku na ulicach, więc przejechanie trasy zajęło im kilka minut. Przyjechali do kościoła sporo przed wyznaczonym czasem, ale musieli dokonać jeszcze prezentacji świadków w zakrystii kościoła. Na szczęście w stojącym samochodzie czekali na nich, córka Orla z mężem Finbar`em i dziećmi Liam`em i Aine. Córka miała być świadkiem swojej matki, dlatego była wcześniej. Rory pamiętając rozmowę ze starym księdzem, idąc ze świadkami do zakrystii, miał duszę na ramieniu. Martwił się, że jeśli będzie ten stary ksiądz, to znowu spiętrzy trudności i stracą sporo czasu na różne tłumaczenia. Aileen była jednak dobrej myśli. Domyślała się, że młody ksiądz zobowiązując się do udzielenia im ślubu w wyznaczonym terminie, nie dopuści do nieporozumień. Przecież to święto Bożego Narodzenia, szczególnie uroczyście obchodzone w kościele katolickim.

Przechodząc przez kościół do zakrystii, musieli się przeciskać między wiernymi, przybyłymi na mszę. Wśród obecnych zauważyli brata Rory`ego wraz z rodziną, trochę znajomych uśmiechających się do nich. Machając ręką dawali znać, że czekają na rozpoczęcie obrzędu ślubnego. Dotarli we czworo do zakrystii i tam na szczęście czekał już na nich młody ksiądz, ksiądz Feliks. Na ich widok uśmiechnął się radośnie, zapraszając do wejścia obok, gdzie świadkowie i nowożeńcy dokonali potwierdzenia faktu małżeństwa, na akcie i załączonych dokumentach. Rory już uspokoił się i wydawało się, że nic nie jest w stanie wyprowadzić go z równowagi, gdy nagle zza drzwi pokoju wyjrzała głowa starego księdza z niezwykle przenikliwym, złośliwym spojrzeniem. Pod Rory`m ugięły się nogi. Gdyby nie Jerry, niechybnie przewróciłby się na posadzkę, bo najpierw krew uderzyła mu do głowy a następnie odpłynęła na dół, powodując ciemność w oczach i olbrzymi zawrót głowy. Wyszedł z zakrystii na miękkich nogach, kierując się do pierwszych ławek, aby usiąść i dojść do siebie. Musiał odczekać kilka minut, zanim mógł cokolwiek powiedzieć.

Gdy ksiądz Feliks z ministrantem wyszedł z zakrystii, odezwały się organy i ksiądz zaprosił do siebie nowożeńców. Były trzy pary. Rory`emu już wszystko odpuściło i spokojnie patrzył na przebieg uroczystości, dostosowując się do pozostałych panów młodych. Uroczystość trwała trochę dłużej, bo ksiądz bardzo rozciągał w czasie ceremonię ślubowania i składanych deklaracji. Po zakończonej ceremonii, nowożeńcy powoli przeszli od ołtarza do drzwi wyjściowych, ustawili się w trzech miejscach, przygotowani do przyjmowania życzeń od ich gości. Uśmiechnięci Aileen i Rory, ucałowali się ku ogólnej uciesze, odebrali kwiaty i życzenia od przybyłych i wyszli do samochodu, aby udać się do wynajętego lokalu, na spotkanie weselne. Aileen była naprawdę szczęśliwa. Spełniła swoje marzenie i była już spokojniejsza, przytulając się do Rory`ego. Rory też już ochłonął, jedynie Jerry`emu zdradził, że gdy zobaczył głowę starego księdza wychylającą się zza drzwi, odniósł wrażenie, że pokazał mu się diabeł z roześmianą gębą, nie chcący dopuścić go do ślubu z Aileen. A to byłaby dla niego tragedia. Aileen wyrzuciłaby go znowu z łóżka i zaczęliby swoje gierki od początku. Całe szczęście, że był przy nim jego przyjaciel. Jerry.

Pojechali do wynajętego lokalu, rozlokowali się przy stolikach i nastąpiło ogólne rozluźnienie. Teraz mogli już spokojnie zjeść, wypić i pożartować z wcześniejszych przeciwności. Rory rozluźnił się tak bardzo, że Jerry zastanawiał się, czy nie należałoby zapakować go do samochodu, nie zawieść do domu i zapakować do łóżka.

  • Daj mu spokój – wtrąciła się Aileen – sporo przeszedł. Spodziewałam się, że jak zobaczy tego starego księdza, to odżyją w nim wszystkie obawy, ale dzięki tobie, na szczęście nic złego się nie stało.

  • Też widziałaś tego księdza? – zapytał Jerry.

  • Oczywiście, tylko, że ja zawierzyłam młodemu księdzu i nie przejęłam się. Inaczej zareagował Rory, widziałam jak złapał się ciebie. Było, minęło, teraz już nic nam nie grozi. Powiedz mi o której chcecie jechać, to mąż córki zawiezie was do samochodu i spotkamy się jutro u was.

  • Umawialiśmy się na godzinę przed ślubem, żeby można było dokonać obowiązku rejestracji w kancelarii kościoła. Myślę, że będzie to trwało krócej niż u was, ale to zobaczymy jutro. Gdzieś za dwie godziny pojechalibyśmy z Elen i naszymi przyjaciółmi, po samochód. Poproś Finbar`a, żeby wytrzymał jeszcze trochę z piciem.

  • Ale on naprawdę nie pije. Dobry zięć, zadowolona jestem z niego. No to bawcie się dobrze – zakończyła i objęła Rory`ego, przytulając go do siebie.

Jerry, Elen, Justyna i Wiesław siedzieli przy jednym stoliku i komentowali przebieg tej uroczystości. Zauważyli, że Rory jakoś dziwnie się zachowywał po wyjściu z zakrystii, widzieli jak Jerry podtrzymywał go i pomagał mu nawet wstać, gdy podchodzili do ołtarza. Jerry nie wprowadzał ich w sedno tego zdarzenia. Powiedział jedynie, że to ogrom stresów, jakie spadły na Rory`ego w ostatnim czasie, spowodowały, że chodził jak wypompowany manekin. Ale całe szczęście, że dotrwał do końca uroczystości i nie musi iść do poprawki. Gdy patrzyli teraz na Rory`ego, widzieli jedno wielkie zmęczenie tego żonkosia, kiwającego głową na wszystkie strony. Rozważali, czy nie przenieść go do pokoju obok, żeby trochę wytrzeźwiał, ale Aileen uspakajała ich, że nic mu się nie stanie, jeśli pokaże się swoim znajomym od tej strony. Na przyszłość będzie bardziej dbał o siebie i swoją nową żonę.

Posiedzieli z Aileen i ich gośćmi prawie do kolacji. Zdecydowali się wyjechać do domu syna, bo przecież musieli odpocząć, przygotować się na dzień jutrzejszy. Jerry nie obawiał się takich niespodzianek, jakie miał Rory, ale wolał panować na przygotowaniami i przebiegiem całej jutrzejszej uroczystości. Dlatego dał sobie wolne od picia, zakładając, że jedynie przy kolacji wypije sobie jedno piwo, żeby nie zapomnieć jego smaku. Zebrał wszystkich do kupy, poprosił Finabar`a i pojechali po samochód syna, a następnie ruszyli do miejscowości, gdzie się zatrzymali Justyna i Wiesław. Nie było to daleko, dlatego obgadując przebieg uroczystości kościelnej, nawet nie zauważyli, że są już przed domem Barbary i Andrzeja. Kiedy Andrzej wypatrzył ich przez okno, wybiegł i nie odpuścił, aż wszyscy wysiedli z samochodu i weszli do ich domu. Chcieli, żeby Jerry, ojciec ich przyjaciela, zobaczył jak mieszkają. Uważali, że w Polsce nie doszliby tak prędko do posiadania własnego domu i nie mieliby takiej perspektywy pracy jak w Irlandii. Chociaż Justyna i Wiesław opowiadali im, jak sami dochodzili do tego co w tej chwili prowadzą. Zdawali sobie sprawę, że rzeczywiście z pracą w Polsce nie tak, jak było kiedyś, że praca czekała na pracownika. Zapłata za pracę nie była wysoka, ale praca była. Teraz zapłata za wykonywaną pracę jest może i wyższa, ale nie ma już stanowisk pracy czekających na pracownika. Po raz pierwszy w Polsce, powstało jawne bezrobocie. Dlatego podzieli entuzjazm Barbary i Andrzeja, życząc im aby zawsze mieli wokół siebie ludzi życzliwych, żeby zawsze mieli pracę i aby ich córa Róża, mogła rozwijać się tak, jak na to ze swoją urodą zasługuje. A wspomniała w rozmowie, że chciałaby być modelką. Jerry i Elen wypili kawę, podziękowali i uzgadniając spotkanie na dzień następny, wsiedli do samochodu i pojechali do domu syna.

Zaśnieżony dom Brendana z rozświetlonymi oknami, wyglądał jakby oczekiwał przyjścia świętego Mikołaja. Jerry przyjeżdżając do syna, przygotował dla wszystkich prezenty, starając się trafić z wyborem w gust obdarowanego. Dla syna, synowej, córki i zięcia przygotował małe zestawy kosmetyczne i przy odbieraniu prezentów widział, że trafił nimi w gust każdej z tych osób. Dla Roisin i syna Kathi, Oisina kupił małe laptopy, mogące im się przydać do zabawy lub nauki. Maluszkom natomiast wykupił polisy posagowe na swoje życie, pozwalające im w chwili osiągnięcia pełnoletności, na otrzymanie niezłej sumki pieniędzy. Będą mieli zastrzyk finansowy na zagospodarowanie się w nowym życiu. Jedną polisę wręczy w święta rodzicom Sean`a, informując, że do pełnoletności małego, on będzie opłacał polisę, a gdyby musiał wcześniej odejść, Sean otrzyma sumę ubezpieczenia, czyli całe dwieście pięćdziesiąt tysięcy euro. Był przekonany, że gdy Sean będzie sięgał po ten fundusz, wspomni go mile. Drugą polisę, z taką samą sumą ubezpieczenia dla Elaine, postanowił wręczyć Kathi i Finat`owi jako podarunek matki chrzestnej.

Weszli do domu otrzepując buty z przylepionego śniegu i gdy z Elen weszli do salonu, zobaczyli Emilię, mamę Elen siedzącą przy stole wspólnie z przyjacielem Jerry`ego, Conrado. Zaskoczony Jerry przywitał się z Conrado, czekając, że przyjaciel wyjawi mu, co spowodowało, że przyjechał na ślub Elen i Jerry`ego.

  • Jerry, to nie duch, to ja, Conrado – roześmiał się przyjaciel – pewnie dziwisz się widząc mnie tu, w domu twojego syna. Nie znałem twojego syna do dnia dzisiejszego. Widzisz, przyjechałem, bo chciałem być na ślubie Elen.

  • Cieszę się, że cię widzę – patrząc niepewnie na Elen obejmującą Conrado – pewnie stęskniłeś się za Emilią i jej córką?

  • Stęskniłem się Jerry, ale za moją córką – oświadczył Conrado – Emilia jest moją przyjaciółką, a Elen jest naszą córką. Cieszę się, że na męża wybrała ciebie, mojego przyjaciela. Obaj przeszliśmy trochę w swoim życiu, i dobrze, że będziemy nadal w gronie rodzinnym.

  • Rozwiodłeś się ze swoją żoną? – spytał Jerry.

  • Nie, nie rozwiodłem się. Opowiadałem ci, co zrobiła moja żona. Gdzieś jest ze swoim młodym kochankiem, a ja zostałem w dużym domu mojej rodziny, sam. Była tam też młodsza ode mnie, kucharka Emilia, no i tak się stało. Z Emilią nie mogę wziąć ślubu, ale uznałem swoją córkę, Elen, wyposażając ją na cale życie. Dobrze, że wybrała ciebie. Widziałem szczęście w jej oczach jak byłeś u mnie, i wiem, że będziecie szczęśliwi. Masz mądrego syna. Nie poznałem jeszcze twojej córki, ale jestem pewien, że jest taka jak jej brat. Jest mądrą kobietą. Pytaj, o co tylko chcesz, ale już bardziej się nie dziw – zakończył Conrado.

Jerry nie pytał więcej. Uściskał Conrado i poszedł się przebrać w strój domowy. Idąc do swojego pokoju spotkał Brendana bawiącego się z Rosin i Sean`em. Ucałował wszystkich i poszedł do swojej sypialni. Przebranie trwało kilka minut i wrócił do salonu gdzie Conrado dalej rozmawiał z Emilią i ich córką, Elen. Był zaskoczony sytuacją, ale i zadowolony. Nie pytał Elen o jej ojca, nie pytał Emilii o jej męża, bo wychodził z założenia, że nie to jest najważniejsze z życiu. Był szczęśliwy z Elen i dlatego nie interesował się nie swoimi sprawami. Kiedy podchodził do siedzących, przyglądał się Conrado i Elen, próbując znaleźć podobieństwo miedzy nimi. Wcześniej tego nie widział, ale jak teraz spojrzał na nich z profilu, to wydawało mu się, że profile były prawie takie same. Że wcześniej tego nie zauważył – ganił siebie. Kiedy podszedł do nich, Elen ucałowała go serdecznie i uśmiechając się, zapytała:

  • Kochanie, mama obiecała, że jak będziemy mieli wybudowany dom, to wprowadzi się do nas, żeby prowadzić nasze gospodarstwo. Cieszysz się?

  • Oczywiście kochanie, że się cieszę. Mam nadzieję, że i twój tata znajdzie chwilę czasu i wpadnie do nas w odwiedziny – kierując wzrok na siedzącego obok Conrado, zapytał go bezpośrednio – wpadniesz do nas?

  • Pewnie, że wpadnę. Jerry, jesteś moim przyjacielem od szeregu lat i mam nadzieję, że przyjaciółmi pozostaniemy nadal. Liczę na to, ze będziecie mieli dzieci a ja będę miał wnuki, i w ten oto sposób połączymy nasze rodziny w jedną. Późno się już zrobiło, dlatego ja już muszę jechać, a wy szykujcie się do jutrzejszego ślubu.

  • Dlaczego musisz jechać i gdzie się zatrzymałeś? – spytał Jerry.

  • Zatrzymałem się w pobliskim hotelu, nie chciałem wam sprawiać kłopotów...

  • Żaden kłopot, Emilia ma oddzielny pokój z wersalką i kozetką. Mógłbyś się tam położyć.

  • Nie ma potrzeby. Wypożyczę duży samochód i jutro wcześniej do was przyjadę. Zabiorę was wszystkich do kościoła, łącznie z twoimi przyjaciółmi z Polski. Wypoczywajcie i do jutra.

Podniósł się od stołu, ucałował Elen, Emilię, pożegnał się z Elaine i Brendanem i wyszedł z Jerry`m przed dom. Pożegnali się na „niedźwiadka”, obiecując, że do Polski będzie przyjeżdżał, jak tylko pozwoli mu czas. Wsiadł do samochodu i pojechał do hotelu.

Następnego dnia z rana, przed dom Brendana zajechał Conrado, zabierając małym busem parę młodą i wszystkich pozostałych domowników. Jerry pamiętając o prośbie pastora, przygotował krótkie oświadczenie skierowane do Elen, zapewniające ją o jego uczuciu, przyrzeczeniu dochowania wierności aż do śmierci. Elen również przygotowała oświadczenie, ograniczające się do trzech słów: „Tak. Kocham cię”

Przebieg ślubu nie odbiegał zasadniczo od obrządku katolickiego. Conrado, jako ojciec Elen, doprowadził ją do miejsca, gdzie stał pastor z Jerry`m i przekazując ją w ręce Jerry`ego, wygłosił tylko krótką kwestię o przekazaniu córki pod jego opiekę. Sama ceremonia przebiegała krócej, a wygłaszane oświadczenia przez Jerry`ego i Elen, kończyły samą uroczystość, pozwalając towarzyszącym osobom, na złożenie nowożeńcom życzeń, na nową drogę życia. Elen była bardzo wzruszona ale i szczęśliwa. Miała przy sobie matkę, ojca i ukochanego mężczyznę, dla którego miała niezwykłą wiadomość. Czekała z tą wiadomością trochę czasu, obawiając się, czy Jerry nie domyśli się. Na szczęście, nie domyślił się. Po ceremonii ślubnej zebrali wszystkich gości, część ulokowali w swoim samochodzie a części, która przyjechała swoimi pojazdami, podano adres pod który mają pojechać. Elen zdecydowała, że nowinę dla Jerry`ego ogłosi w czasie przyjęcia weselnego, w domu Brendana.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 





Autor: Zenon Jerzy Maron
Data: 02 kwietnia 2015