· Zaloguj się · ISSN 2083-8824
Konto
E-wokandy
Sygnatura:

Miasto:

Regulacje prawne

Publikacje

A A A

Jak Jerry...rozdz.LXVII

Rozdział LXVII

 

Dzięki pomocy Andrzeja, Justyna i Wiesław pierwszego dnia po świętach wylecieli samolotem do Polski, i po nie całych czterech godzinach, byli już w swoim mieszkaniu. Przebrali się szybko, wypili kawę i pojechali do pubu. Myśleli, że swoim przyjazdem spowodują zamieszanie w pubie, ale gdy weszli do środka, stanęli zaskoczeni. Stoły zajęte, muzyka Irlandzka płynie z głośników a kelnerki uwijają się jak w ukropie. Aż miło popatrzeć. Justyna szukała wzrokiem Franciszka, ale nie mogła go dostrzec, dlatego poszli na zaplecze, do swojego pokoju. Nikt ich nie zobaczył, bo nawet Jacek rozmawiając przy barze, był oblężony przez klientów tak gęsto, że nie zauważył ich przyjścia. Zdjęli wierzchnie okrycia i Justyna postanowiła wejść do kuchni, królestwa Janiny. Okazało się, że w kuchni z Janiną i jej pomocnicą rozmawiał Franciszek. Przed wyjazdem, Justyna i Wiesław udzielili Franciszkowi pełnomocnictwa do zarządzania pubem, spodziewając się pozostania w Irlandii do nowego roku. Franciszek spojrzał w kierunku drzwi i zobaczył stojącą Justynę. Nie był pewien, czy to nie przemęczenie, zamknął oczy, otworzył i spojrzał jeszcze raz. Zobaczył stojącą Justynę i upewnił się, że to na prawdę szefowa. Podszedł do niej z uśmiechem i usprawiedliwił się:

- Z wrażenia dwa razy otwierałem oczy, bo nie wierzyłem, że już jesteście. Przecież mieliście państwo wrócić po nowym roku.

- To prawda panie Franciszku, ale zdałam sobie sprawę, że będzie wam bardzo ciężko, dlatego postanowiliśmy przyjechać do pomocy.

- Pan Wiesław też wrócił? Dzwonili z komendy, żeby jak wróci skontaktował się z panem Krzysztofem. Ma jakieś nowe wieści w naszej sprawie.

- Mąż już kontaktował się i ma się spotkać z naczelnikiem, chyba jutro, tak, że będziemy na bieżąco. Dobrze, panie Franku, proszę powiedzieć, na jakim jesteście etapie przygotowania do sylwestra, co potrzebujecie i czy dodatkowo ściągnąć kogoś do pomocy?

  • Właśnie o tym rozmawiałem z Janiną i jej pomocnicą. Mają ustalone menu, ale na dwa dni przed sylwestrem potrzebują dwie osoby do pomocy. Kontaktowałem się z Anią i Martą z kateringu, czekają na sygnał, żeby przyjść. Jacek ściąga swojego brata na ostatnie trzy dni. Jego brat Aleksander pracował przez długi czas w dyskotece na Mokotowie i wspaniale organizuje zabawę na balu. Zaproszeń kupiono na sześćdziesiąt par, tak, że mamy jeszcze wolne dwa stoliki. Mamy w rezerwie dwanaście zaproszeń dla spóźnionych klientów. Dodatkowo bierzemy jeszcze do pomocy dwie kelnerki, znajome naszych kelnerek i to wszystko z mojej strony. Jeśli pani coś zdecyduje, proszę o powiadomienie, to wtedy zacznę działać. Jeszcze jedna rzecz, kupujący zaproszenia pytali, czy na balu będzie pan Jerry. Mówiłem tylko, że na razie jest u swoich dzieci w Irlandii, nie wprowadzając ich w szczegóły. Czy pan Jerry wróci na bal?

  • Raczej nie, bo w nowy rok mają chrzciny jego wnuczki a żona Jerry`ego, Elen jest jej chrzestną. Proszę nie mówić tego klientom, zostawiając furtkę niepewności.

  • Dobrze, tak będę mówił, a co z dalszymi zmianami?

- Panie Franciszku, proszę kontynuować, to co pan zaczął, a jak będę chciał coś dodatkowo wprowadzić, powiem panu. Czy dostarczono już zamówiony towar z nowej hurtowni?

- Tak szefowo, mam jeszcze informację z poprzedniej hurtowni. Prosili, żeby powiadomić panią o zmianach, jakie wprowadzili u siebie, prosząc, aby pani nawiązała z nimi kontakt. Właściciel hurtowni, pan Daniel przyjechał do nas do pubu, szukał pani, żeby przekazać prośbę bezpośrednio. Chcą ponownie dostarczać nam towar, obniżając marżę o kilka punktów.

- Dobrze, panie Franku, skontaktuję się z nimi.

Justyna wyszła z kuchni i poszła do pokoju, gdzie Wiesław ślęczał przy notebooku. Zrelacjonowała mu wszystko, czego dowiedziała się od Franciszka. Pochwaliła go za decyzyjność, sposób przygotowania zespołu pomocniczego i przygotowanie pubu do dnia sylwestrowego. Uzgodnili również, że wystrój lokalu przygotują dzień wcześniej, wspólnie z kelnerkami.

  • Czyli, niepotrzebnie przyjechaliśmy tak wcześnie? – śmiejąc się, spojrzał z nad notebooka na Justynę – mogliśmy przyjechać po nowym roku, nic by się nie stało.

  • Mogliśmy, ale to nasz obowiązek czuwać nad całością, dlatego przyjechaliśmy. Franciszek wspomniał o telefonach od naczelnika z komendy. Skontaktujesz się dzisiaj?

  • Tak, muszę tylko odpowiedzieć na kilka pytań w poczcie i pojadę do komendy. Mam nadzieję, że nie wydarzyło się nic nowego.

  • Franciszek wspomniał również, że z poprzedniej hurtowni, która zrezygnowała z nas jako klientów, sygnalizowali, że są zainteresowani współpracą z nami.

  • Spokojnie, teraz nie należy się spieszyć ze zmianą hurtowni. Mówiłem Krzysztofowi z komendy o szwagrze Marchewki, jego pociągnięciach, blokujących nam dostawy towaru. Mam nadzieję, że wykorzystał tą informację. Na razie w hurtowni, gdzie bierzemy towar obecnie, nie stawiają nam żadnych zapór, handlujemy z nimi tak samo, jak z poprzednią hurtownią. Poczekamy z nawiązaniem kontaktu, do wyklarowania się sytuacji z Marchewką.

  • Dobrze kochanie, czy przed wyjazdem do komendy zjesz drugie śniadanie?

  • Tak, ale coś lekkiego – zadzwonił telefon miejski i Wiesław odebrał podnosząc słuchawkę – Dzień dobry, w czym mogę pomóc?

  • Dzień dobry – odezwał się głos męski – czy zastałem pana Jerry`ego?

  • Czy jest pan znajomym pana Jerry`ego – zapytał Wiesław.

  • Nie, nie jestem ale chciałem przyjść na bal sylwestrowy. Słyszałem o panu Jerry`m dużo dobrego i dlatego pytam czy jest, czy będzie ochraniał bal?

  • Proszę pana, pan Jerry jest współwłaścicielem pubu a nie ochroniarzem. Do ochrony pubu mamy agencję ochrony – tłumaczył Wiesław – może pan być pewien, że będzie spokojnie.

  • Ale nie powiedział mi pan, czy pan Jerry będzie ba balu sylwestrowym – naciskał rozmówca.

  • Pan Jerry jest za granicą, u swoich dzieci i na balu go nie będzie, ale w pubie będzie naprawdę bezpiecznie – przekonywał Wiesław.

  • Byłbym bardziej pewien wiedząc, że na balu będzie pan Jerry, a tak to nie wiem, czy przyjdę. Zastanowię się – i rozłączył się.

Justyna poszła do kuchni, a Wiesław powrócił do poczty. Nie sprawdzał jej tylko kilka dni a nazbierało się tych zapytań bardzo dużo. Większa część dotyczyła skradzionych samochodów i możliwości ich odzyskania. Przypomniał sobie, w jakich okolicznościach poznał Justynę, jej mamę, jak odnajmował od niej mieszkanie, jak poszukiwali sprawców kradzieży samochodów na giełdzie, jak tych sprawców znaleźli, odzyskując część skradzionych samochodów.

Justyna wróciła z tacą, na której parowała w kamionce jajecznica na masełku i szynce, pieczywem razowym i kawą ze śmietanką. Przyniosła mu to, co lubił.

  • Ktoś dzwonił? – zapytała.

  • Jakiś gość, dopytujący się o Jerry`ego, czy będzie na balu sylwestrowym. Twierdził, że gdyby był Jerry, czułby się bezpieczniejszy. Zapewniałem go, że nad bezpieczeństwem będzie czuwała agencja ochrony, ale to go nie przekonało. Ma się zastanowić.

  • Franciszek sygnalizował mi, że kupujący zaproszenia również pytali o to, czy na balu będzie Jerry. Dawali do zrozumienia, że czuliby się bezpieczniejsi. Franciszek nie mówił, że go nie będzie, mówił tylko, ze jest za granicą u swoich dzieci i nie wypowiadał się kiedy wróci do Polski. Dlaczego uważają, ze Jerry powinien być na balu? – dociekała Justyna.

  • To proste. Ludzie patrzą na Jerry`ego jako na wzór mężczyzny, który w ochronie swojej własności przeciwstawił się złu. Na tym terenie było i jest dużo napadów na ludzi na ulicy, w domach, było sporo wymuszeń haraczy i do czasu gdy Jerry pokazał co należy robić, nikt się nie bronił. Ludzie się bali. Bali się o swoje życie, o życie swoich najbliższych. Dlatego szanują Jerry`ego i stanowi on dla nich wzorzec – jak sobie radzić w takich przypadkach. Opowiadają o nim więcej niż on zrobił, tworzą mit. Ale tego mitu potrzebują dla dodania sobie odwagi. Wiedzą, że on jest Irlandczykiem, emerytowanym policjantem z Nowego Jorku, traktują go jak lokalnego bohatera. I niech tak zostanie. Cieszmy się, że współpracujemy właśnie z nim.

  • Pięknie to powiedziałeś – uśmiechnęła się Justyna – ale czy my sami nie dalibyśmy rady przeciwstawić się tym zbirom?

  • Może i dalibyśmy radę, ale czy mogłoby to tak wypaść jak wypadło? No, dobrze, pojadę do komendy, może dowiem się coś nowego o tej naszej sprawie. Będę za dwie godziny. Pa – ucałował Justynę i wyszedł do samochodu.

Wiesław pojechał, a Justyna usiadła przy notebooku zaczęła sprawdzać swoją pocztę. Znalazła sporo reklam, zaznaczając je jako spam, ale między nimi znalazła ofertę hurtowni o której mówił Franciszek, podpisaną przez właściciela, pana Daniela. W treści oferty, hurtownia bila się w piersi, przepraszając za zamieszanie wywołane jej niepotrzebnymi decyzjami. Justyna wrzuciła tą ofertę do innych, ale zastanawiała się, co spowodowało zmianę w stanowisku właściciela. Przecież to on osobiście zakomunikował Justynie o swojej decyzji. Od innych dowiedziała się prawdy, ale nie od niego. Bał się o swoją rodzinę? Doszła do wniosku, że w tym co mówił Wiesław o Jerry`m, było sporo racji. Na Pradze brakowało takiego mitu o mocnym mężczyźnie. Będą ten mit ubarwiać, żeby dodać odwagi sobie i swoim najbliższym. Zadzwonił jej telefon komórkowy. Na wyświetlaczu pojawiła się informacja, że dzwoni Jerry.

  • Witaj Jerry, rozmawialiśmy o tobie i ściągnęliśmy cię myślami – zaśmiała się.

  • A czemu nie mówisz w języku angielskim, tylko po polsku? – zapytał Jerry.

  • Jerry, a gdzie ty dzwonisz? Do Polski przecież, dlatego mówię po polsku i ty też powinieneś mówić po polsku, tylko ładnie, proszę.

  • Justynko, psecie ja kalece jenzyk, tak mi mowiliście, to jak moge mówić dobze. Jest Wiesław?

  • Nie, pojechał do komendy, bo coś potrzebują do naszej sprawy. Jerry, kiedy wracacie?

  • Psecie wies, ze po nowym roku, po chrzcinach Elaine, a co stenskniliście siem?

  • Zawsze za tobą tęsknimy, ale mamy pytania o ciebie od klientów kupujących bilety na bal sylwestrowy. Pytają się czy będziesz na balu.

  • Mówiłem ci, ze nie bende, bo mamy chciny wnucki, ale gdzieś do pientnastego stycnia musimy wrócić, bo Elen ma próby w opeze. Powiec co siem dzieje?

  • Nasi klienci tęsknią za tobą. Wiedz, że wszyscy czekamy na wasz powrót do domu. Chciałeś coś od Wiesława?

  • Nic specjalnego, coś mi powiedziało, ze chce ze mnom rozmawiać, ale jeśli nic nie ma do mnie, to zadzwonie do niego później lub jutro. Pa Justynko, do usłysenia.

Odłożyli słuchawki i rozłączyli się. Justyna wróciła do przeglądania poczty, ale jedna myśl nie dawała jej spokoju. Czy jeśli klienci dowiedzą się, że Jerry`ego nie będzie na balu, czy zwrócą bilety? Jeśli do tej pory nie zwrócono, to chyba tego nie będą robili, przecież zostało tylko cztery dni do balu. I w tym momencie Justyna uzmysłowiła sobie, że nie zrobiła przeglądu własnej garderoby i nie zdecydowała, w czym będzie się bawiła. Będzie wprawdzie w pracy, u siebie, ale również będzie się z Wiesławem bawiła, będą tańczyli, jak sobie już dawno obiecywali. Wiesław ma kilka garniturów, powinien sobie coś wybrać. Może kupić nową koszulę i krawat do niej i dobrać lub kupić nowe buty. A ona na pewno musi sobie coś kupić, musi ładnie wyglądać. To ich pierwszy bal sylwestrowy z ich pubie. Rozmyślając, nie zauważyła, że do pokoju wszedł Wiesław.

  • Są jakieś wieści? – zapytała.

  • No, i to sporo. Wyścig do świadka koronnego wygrał Mysiek, jeden z mięśniaków. Dzięki temu co uzyskali od niego i podstarzałego zapaśnika mają materiał na likwidację całej grupy, liczącej około trzydziestu członków, w tym dwóch tych którzy nam zaleźli za skórę. Mają dowody na Marchewkę i jego szwagra, Wojtka. Ale nadal nie mogą ustalić, kto kierował samochodem zapaśnika i zostawił go przed komendą.

  • Nic dziwnego, że mieszkańcy są wdzięczni Jerry`emu. Likwidacja takiej grupy, to wiele lat spokoju dla mieszkańców tego rejonu – spontanicznie dorzuciła Justyna.

  • Aha, do czasu, gdy nie dorośnie jakiś następny nawiedzony chłopiec żądny wtórnego podziału dochodu bogatszych od niego. Mam nadzieję, że spokój i nas nie ominie.

 

 

 

 

 

 

 





Autor: Zenon Jerzy Maron
Data: 14 kwietnia 2015