· Zaloguj się · ISSN 2083-8824
Konto
E-wokandy
Sygnatura:

Miasto:

Regulacje prawne

Publikacje

A A A

Jak Jerry...rozdz.LXVIII

Rozdział LXVIII

 

Słońce przebijało się przez mgłę, tworząc wspaniały widok radosnego poranka. Elen przeciągając się leniwie spojrzała przez okno na otoczone mgiełką słońce wynurzające się zza horyzontu, rzucające niebieską poświatę na skrzący się śnieg. Stała tak przez dłuższą chwilę, jakby chciała zapamiętać ten widok, zachowując w pamięci każdy promień słońca przebijający się przez poświatę. Upajała się tym widokiem. W Hiszpanii nigdy nie widziała takiego poranka. Nieraz, nie mogąc spać, specjalnie czekała na wschód słońca, ale po raz pierwszy widziała słońce otoczone mgiełką. Wyglądało, jakby natura chroniąc go przed mrozem, otuliła słoneczko cienką warstwą waty. Wróciła do łóżka i przytuliła się do śpiącego Jeery`ego. Był cieplutki, kochany i chciało się jej tak leżeć przy nim, bardzo długo. Nie miała ochoty wstawać.

W kuchni królowała Elaine. Przygotowała śniadanie dla dzieci, Brendana wyprawiła do pracy a sama postanowiła skorzystać z dni wolnych, jakie załatwiła sobie do końca roku i przygotować się do balu sylwestrowego organizowanego we własnym domu. W domu Kathi mają zorganizować bawialnię dla dzieci, a pilnować ich będzie sama gospodyni, bo i tak nie mogła się bawić. Córka jest za mała i musi przy niej siedzieć. Było jeszcze wcześnie, nie chciała budzić teścia i jego żony Elen. Zdziwiona była tylko tym, że mama Elen, Emilia jeszcze nie pokazała się w jej kuchni. Domyśliła się, że Kathi zatrzymała ją na śniadaniu. Emilia miała wspaniałe pomysły kulinarne. Skończyła szkołę kucharską, miała wieloletnią praktykę u pana Conrado, ojca Elen, dlatego umiała tak zestawić produkty, że z tej samej ilości składników, za każdym razem powstawała inna potrawa, i czuło się inne smaki.

Emilia rzeczywiście została zatrzymana przez Kathi na śniadaniu, ale chyba tylko dlatego, że po powrocie do domu z przyjęcia, Emilia obiecała przygotowanie śniadania hiszpańskiego w europejskim wydaniu, na które zaprosiła za zgodą Kathi, swojego przyjaciela, pana Conrado. Conrado nie chciał zrezygnować z hotelu, chciał być niezależny, ale natychmiast się zgodził, gdy zaproszono go na śniadanie hiszpańskie, przygotowane przez Emilię. Emilia podała Kathi zestaw, jaki zamierzała przygotować na śniadanie, podając jej również swój przepis na tortillę.

  • Weźmiesz – mówiła - cztery małe ziemniaki i cztery marchewki, całą czerwona paprykę, pokroisz je na plasterki, cztery jaja rozbełtane na talerzu, do tego świeżą bazylia, wegetę, i pieprz do smaku. Na patelni rozgrzewasz klarowane masło które się nie pieni, smażysz na nim ziemniaki, paprykę i marchewkę z przyprawami. Po niedługim czasie – dodała Emilia - gdy warzywa są już dość miękkie, dobre do jedzenia, wlewamy jajka i czekamy aż się zetną. Mamy tortillę. Do tego mogą być bollos, czyli bułeczki, albo churros, zwane racuszkami smażonymi tak, aby miały dość jasne zabarwienie. Na deser szykujemy następne przysmaki. Dorosłym podajemy cafe con leche, czyli kawę ze śmietanką, a dzieciom kakao z mlekiem. Szykujemy własnoręcznie długie ciastka smażone jak pączki, posypane pudrem cukrem lub polane polewą lukrową. A dla grymaśnych, nie lubiących ciastek smażonych, podajemy grzanki rumienione na maśle. Ciasteczka i pączki smarujemy dżemem lub dajemy talerzyki z nałożonymi na nie kandyzowanymi owocami. Każdy może sobie wybrać, co będzie jadł. Coś jeszcze dodać? – zapytała.

  • Kochana pani Emilio, na śniadanie to bardzo dużo, my zjadamy śniadanie w biegu – roześmiała się – teraz to przynajmniej ja z dziećmi siadam spokojnie do stołu.

  • Moja droga, jesteś po porodzie i powinnaś się dobrze odżywiać, dbaj o siebie, bo musisz wychować dzieci, a dzieciaki masz wspaniałe. Oisin, to taki dorosły mężczyzna, opiekun. Gdy siedzieliśmy u twojego brata, po ślubie, cały czas pomagał córce brata twojego, gdy trzeba było przeciągnąć gdzieś Sean`a. To co, widzę, że Conrado przyjechał, wy jesteście już na nogach, daję już śniadanie. Siadajcie do stołu – zaprosiła Emilia.

Śniadanie było rzeczywiście obfite i jak oceniła Kathi, bardzo kaloryczne, chociaż niezwykle smaczne. Conrado, który przybył na śniadanie, słysząc opinię o potrawach, wyrażaną przez Kathi, kiwał głową, podkreślając, że Emilia gotuje wspaniale. Wszystko, co przygotowała, rozpływało się w ustach. Emilia siedząc przy stole i słuchając pochwał, czerwieniła się jak piwonia, mimo tego, że Conrado zawsze ją chwalił, gdy podawała takie smakołyki. Oisin po zjedzeniu kawałka tortilii z bułeczką, poprosił o dokładkę, bo tak mu smakowało.

Po zjedzeniu śniadania, Conrado z Emilią poszli do Brendana, mając nadzieję, że Jerry i Elen już wstali. Jerry, zaskoczony, że nikt go nie obudził, bo nawet Elen dosypiając na jego torsie, nie dala znać, że spóźnią się na śniadanie. Nie miał ochoty na jedzenie, ale budząc się przypomniał sobie, że obiecał Roisin i Osinowi wyjazd do stolicy, aby pokazać im zwierzęta w Dublińskim ZOO. Uzgodnił z Conrado, że na wycieczkę z dziećmi pożyczy mu mini busa, zabierze do niego dzieciaki, Roisin, Oisin`a i Sean`a w wózku, a Elen pomoże mu z opiece nad wnukiem, gdyby trzeba by było na przykład zmieniać pieluchę na powietrzu. Cieszył się, że Elen sama zaproponowała takie rozwiązanie, bo dla niej będzie to swoista zaprawa przed pielęgnacją własnego potomka. Roisin już wychodziła z siebie, zaglądając co chwila do jadalni i pytając, czy dziadzia już zjadł śniadanie. Elaine uspokajała ją, prosząc, żeby dała dziadkowi trochę spokoju przed wyjazdem do Dublina, a sama żeby przygotowała Sean`a do wyprawy, zabierając zapas pieluch, buteleczkę z piciem i jakąś przegryzkę. Roisin przygotowała to, o czym mówiła mama, ale oprócz tego zabrała jeszcze w małym woreczku, trochę cukru do maczania smoka. Nikomu o tym nie mówiła, bo uważała, że to jej wynalazek, żeby spokojnie posiedzieć przy Sean`ie. Nie przyszło jej do głowy, że mogła go wpędzić w jakąś chorobę. Ale tego, nikt jej nie powiedział, że tak nie można. Jerry i Elen zjedli śniadanie, i zaczęli przygotowanie do obiecanego wyjazdu do Dublina.

Umówili się, że Emilia przygotuje obiad dla wszystkich na godzinę powrotu z wycieczki. Conrado nie chciał jechać do ogrodu, to zajął się rozmową z Kathi, pomagając jej przy Elaine. Cieszył się z tego, że może pomagać, bo jak stwierdził, przywraca to mu wspomnienia z młodości. Znalazł z Kathi wspólny temat rozmowy, interesujący go od dawna. Przy rozmowach z przyjaciółmi podkreślał, że jest ateistą z przekonania i tym trafił w zainteresowanie Kathi. Ona też miała dużo wątpliwości, słuchając kazań kościelnych, gdy ksiądz grzmiał na wiernych wyrzucając im pławienie się w dobrach doczesnych i zaniechanie myślenia o odkupieniu za popełnione grzechy. Wiele razy słuchając księdza nawołującego do umartwiania, zastanawiała się, jakie to grzechy ona i jej rodzina popełniła, że ma poświęcić część swojego życia na umartwianie się. Przeglądając wiadomości w internecie, znalazła artykuł mówiący od tym, że dusza człowieka waży kilkadziesiąt gram. Ale nigdzie nie znalazła odpowiedzi na pytanie, co jest tą duszą, co się z nią dzieje po śmierci, gdzie wędruje i pytanie podstawowe, czy wraca na ziemię pod inną postacią. Gdy w rozmowie z Conrado doszli do tego momentu, Conrado wskazał jej, że w hinduizmie lub buddyzmie tybetańskim wierzy się w inkarnację i może to jest odpowiedzią na jej wątpliwości.

Wycieczkowicze do Dublińskiego ZOO dotarli na miejsce w niespełna kilkadziesiąt minut od wyjazdu z domu. Dojechali do centrum Dublina, wjechali samochodem do Phoenix Park`u, a następnie podjechali na parking pod ZOO, ponieważ wewnątrz ogrodu nie wolno się poruszać samochodami. Mogłoby to źle wpłynąć na samopoczucie zwierząt.

  • Dziadziu, dziadziu – rozpoczęła Roisin – mogę ci powiedzieć, że to jest największy park w Europie, wiesz?

  • Nie wiem kochanie, to że jest duży to widać, ale nie wiedziałem, że jest największy – z uśmiechem tłumaczył się Jerry.

  • Wiesz, że ma prawie siedemset hektarów? Ale pewnie nie wiesz, że tu mieszka pan prezydent, co wiesz?

  • Nie wiem kochanie, ale czy ty wiesz, jakie zwierzęta są w ogrodzie? – droczył się Jerry.

  • Dziadziu, pewnie że wiem, przecież na wiosnę tego roku byliśmy z tatą w tym ogrodzie...

  • Tylko czy wszystko obejrzeliście? – dalej droczył się Jerry – widziałaś żyrafy?

  • No pewnie, że widziałam i wiem dlaczego mają takie długie szyje – roześmiała się – żeby mogły zrywać liście z wysokich drzew. Tata tak mówił. Ciociu, a ty wiedziałaś?

  • W Hiszpanii, w Madrycie też jest ogród zoologiczny i tam też są żyrafy. Podobają ci się żyrafy? – spytała Elen.

  • Nie tylko, najbardziej mnie podobają się słonie, mają takie fajne trąby.

  • Dobrze kochani, jesteśmy na miejscu, możemy oglądać, ale rodzice prosili, żebyśmy wrócili na obiad. Powiedz, jakie zwierzęta chciałabyś zobaczyć.

  • Dziadziu, mam wyliczać? – spytała z niedowierzaniem Roisin – mogę nie pamiętać wszystkich...

  • To powiedz które pamiętasz, a Oisin był już w ogrodzie zoologicznym? – spytał Jerry.

  • Nie byłem dziadku – odezwał się nareszcie cicho siedzący Oisin – mój tata nie miał czasu, żeby przyjść ze mną.

  • No to idziemy i będziemy oglądać zwierzęta po kolei, żebyście jak najwięcej zobaczyli – oświadczył Jerry pchając wózek z Sean`em.

Było zimno mimo świecącego słońca, dlatego część zwierząt schowano wewnątrz budynków, ale i te, biegające po zewnętrznych wybiegach dostarczały dzieciakom dużej radości. Uśmiali się przy klatkach małp skaczących po drzewie i przedrzeźniających ludzi patrzących na nie zza krat. Nawet Sean dostrzegł ich komiczne zachowanie, bo pokazując palcem gulgotał z radości. Roisin chciała mu wetknąć do ust smoczka umaczanego w cukrze, ale na szczęście Jerry zauważył jej manewr i do tego nie dopuścił. Na razie wytłumaczył jej, że takie zacukrzanie dziecka może sprowadzić na niego ciężką chorobę, ale postanowił porozmawiać z Elaine, która nie dostrzegała dziwnego zachowania syna, pod opieką Roisin. Po kilku godzinach zwiedzania, powrócili do domu, na rodzinny obiad przyrządzony przez Emilię. Emilia przeszła sama siebie. Pokazała, co może zrobić dobra kucharka.








Autor: Zenon Jerzy Maron
Data: 18 kwietnia 2015