· Zaloguj się · ISSN 2083-8824
Konto
E-wokandy
Sygnatura:

Miasto:

Regulacje prawne

Publikacje

A A A

Jak Jerry...rozdz.LXIX

Rozdział LXIX

 

Pozostałe dni zdominowane zostały przygotowaniami do zabawy sylwestrowej, organizowanej w domu Brendana. Z samego rana po śniadaniu, Elaine zarządziła odprawę całej rodziny i rozdzieliła zadania, jakie każdy powinien wykonać w najbliższych dniach, aby zabawa sylwestrowa była udana.

  • Kochani, nie mogę patrzyć na to, jak wszyscy łażą po domu bez żadnego celu. Pamiętacie przecież, że organizujemy zabawę sylwestrową, zaprosiliśmy naszych przyjaciół i chcemy pokazać się z jak najlepszej strony. Dlatego zarządzam taki podział zadań. Dzieci, czyli Roisin i Oisin wspólnie z dziadkiem Jerry`m zajmą się lepieniem dużego bałwana, ustawionego na podjeździe do naszego domu. Roisin przygotuje akcesoria dla bałwana, czyli stary cylinder znajdujący się w szafie taty, marchewkę na duży nos weźmiesz ze spiżarni, dwie duże suszone śliwki na oczy i czerwoną papryczkę na usta. Z pomieszczenia na narzędzia do sprzątania weźmiesz miotłę brzozową i to chyba wszystko. Macie na to sporo czasu i myślę, że nie potrzebujecie nikogo więcej do pomocy...

  • Mamusiu, mamusiu – przerwała Roisin – a kto będzie opiekował się Sean`em?

  • Kochanie, na ten temat musimy jeszcze porozmawiać. Dziadek mi mówił, że Sean`owi smoczek maczasz w cukrze. Kochanie, tak nie można robić, bo mały zachoruje. Nie pytałaś mnie czy tak można, a przecież to twój brat i nie można go krzywdzić...

  • Mamusiu, ja tak robiłam, bo mi koleżanka w szkole powiedziała, że ona tak uspakaja swojego brata i jak ja to zrobiłam, to rzeczywiście Sean był spokojny...

  • Kochanie, nie można tak robić i więcej tak nie rób. Sean`em zajmie się Elen. Z Brendanem i Finatem już omówiłam ich zadanie, po powrocie z pracy mają na obu domach zainstalować światełka choinkowe, i przed domami duże reflektory aby były widoczne z dużej odległości. Natomiast Emilia i ja, zajmiemy się przygotowaniem potraw, zakupami i przystrajaniem stołów.

  • Dla Conrado nic nie przewidziałaś? – zapytał Jerry.

  • Tato, ty pomożesz dzieciom w lepieniu bałwana a w wolnej chwili będziesz kierowcą, do naszej dyspozycji, gdy trzeba będzie gdzieś pojechać a pan Conrado, wiem, że ma niedokończoną rozmowę z Kathi, dlatego pomoże Kathi przy córce i dokończą swoje rozmowy. Pasuje wszystkim? – spytała Elaine.

  • PA-SU-JE – krzyknęli Roisin i Oisin, a pozostali uczestnicy spotkania, kiwając głowami zaakceptowali przedstawione propozycje.

Śniegu wprawdzie dużo, ale Jerry martwił się, czy nie trzeba będzie wyjechać samochodem na pobliskie łąki i zbierać śnieg do kotła, bo przy domu niewiele go już zostało, po prostu spychaczami uprzątnięto drogi, zsuwając śnieg na łąki. Pamiętając zabawy z dzieciństwa, gdzie z siostrą swoją toczyli kule, ustawiając małego bałwanka, postanowił teraz dowieść śniegu, aby bałwanek, jaki mają zrobić, był bałwanem okazałym, widocznym z daleka, Postanowił zapytać syna, czy jak będą ciągnęli przewody do lampek i reflektorów, nie mogliby zainstalować jakiejś lampy na cylindrze bałwana, żeby i on był podświetlony i widoczny z daleka.

Roisin szczęśliwa, że będzie z dziadziem lepiła bałwana, postanowiła sprawę ulepszyć i zamiast miotły z witek brzozowych, przyniosła szczotkę wyłysiałą wprawdzie, ale stojącą w pakamerze dłuższy czas i kwalifikująca się tylko do wyrzucenia. Jerry nie skarcił jej, tylko przytulił do siebie i zapytał, czy gdyby miała rzeczywiście zamiatać ulice przed domem, a takie jest zamierzenie w lepieniu bałwana i wyposażeniu go w miotłę, czy byłaby zadowolona ze skutków sprzątania takim drapakiem, jakiego ona chciała dać bałwanowi.

  • Dziadziu, dziadziu, to bałwan na prawdę będzie tą miotłą zamiatał? – pytała zaniepokojona.

  • Oczywiście kochanie, gdy my będziemy balować, bałwan będzie pilnował naszego domostwa i nie dopuści do tego, aby nasze ulice były nie oczyszczone – uśmiechnął się Jerry.

  • Dziadziu, ty mnie coś oszukujesz, bo ja nigdy nie słyszałam, aby bałwan stał na straży.

  • Kochanie, a czy wcześniej lepiłaś bałwana ze śniegu?

  • Nie, nie lepiłam, bo nikt mi tego nie mówił.

  • No właśnie, dlatego nie bawiliście się, bo musieliście sami pilnować waszych ulic. A teraz, jak ulepimy bałwana, ulicy pilnował będzie bałwan – przekonywał wnuczkę.

  • No dobrze dziadziu, przyniosę miotłę z witek brzozowych, niech tak będzie – i pobiegła do pakamery, wyciągając starą miotłę.

Conrado jeszcze przed odprawą zarządzoną przez Elaine, zabrał Emilię do samochodu i zapowiedział, że wyjeżdżają na cały dzień, na wycieczkę. Nie powiedział, gdzie zamierzają pojechać i kiedy dokładnie wrócą. Jerry domyślił się, że mogli pojechać do Dublina, żeby obejrzeć zabytki, a szczególnie zabytkową destylarnię, Destylarnię Jameson'a. Założona w 1780 roku była najsłynniejszą destylarnią irlandzkiej whisky, gdzie mnisi opracowali szczegóły wytwarzania "wody życia" zwanej w Irlandii uisce beatha, bo tak wtedy mówiono na whiskey. Pojechali zapewne również do Muzeum Browaru Guinnesa, którego Conrado był smakoszem.

Elen natomiast z przyjemnością zajęła się opieką nad Sean`em, szepcząc Jerry`emu na ucho, że chciałaby, aby ich syn był tak spokojny jak Sean, tak zdrowy i tak silny. Przekonała się o jego zdrowych pomysłach, gdy zapakowała go do wózka i wożąc, próbowała go uśpić. Sean uśmiechając się, spoglądał jak Elen go zawinęła w kocyk, nałożyła czapeczkę i włożyła do wózka, zamierzając wyjść z nim na spacer. Nie zdążyła założyć butów i wierzchniego okrycia, gdy Sean wysunął się z wózka i zanim Elen się spostrzegła, znalazł się już za drzwiami, baraszkując w śniegu. Gdyby biegał szybciej, Elen miałaby niezwykły kłopot z włożeniem go ponownie do wózka, a tak, udało jej się go złapać i dopiero po tym włożyć go do wózka i przypiąć szelkami. Sean był nie pocieszony. Nie płakał, nie krzyczał, ale wyraźnie dał do zrozumienia, że obraził się na ciotkę. Pokazał jej język i odwrócił się od niej plecami.

Każdy dzień przynosił coś nowego i wnętrze domu Elaine powoli zamieniało się w dużą salę balową. Po ustawieniu bałwana, wetknięcia mu miotły i nałożenia cylindra na głowę, Jerry uzgodnił z Brendan`em, że przed bałwanem postawią mały reflektorek podświetlający bałwana od dołu. Trzeba przyznać, że włączenie reflektorów oświetlających domy i trzeciego oświetlającego bałwana, spowodowało duże zwarcie elektryczne, gaszące światło w najbliższych domach. Przybyli pracownicy elektrowni byli niezwykle zaskoczeni, że nikt ich nie poinformował o zwiększonym zapotrzebowaniu na energię, pod koniec roku. Domowników ukarano, i nagadano się tyle, że Elaine przepraszając za powstałe skutki uboczne ustrojenia domów, miała ochotę powiedzieć tym pracownikom, że takie spotkania rodzinne zdarzają się bardzo rzadko, i można im to wybaczyć. Ale co elektryk, to elektryk, on wie swoje.

Brendan i Finat ujęli się honorem i już gotowi byli podjąć dyskusję z przywołaną grupą pogotowia elektrycznego, ale na szczęście Elaine zamknęła im drzwi przed nosem i nie mogli wyjść z domu. Okazało się, że w niezwykłej inwencji podłączeń, tak się zapędzili przy transformatorze, że zaczęli zamieniać przewody siedzące, wkładając swoje przewody podłączeniowe. W konsekwencji okazało się, że przerwa w dostawie prądu trwała dobrych kilka godzin i jak podano w doręczonym wyliczeniu, spowodowało to stratę w wysokości około dwóch tysięcy euro. I kazano im za to zapłacić, bo do grzebania w transformatorze trzeba mieć specjalne uprawnienia, których ani Brendan, ani Finat nie mieli, mimo tego, że Finat jest konserwatorem sprzętu w dużym zakładzie. Po zapłaceniu na miejscu przybyłej ekipie, wyliczonych kosztów, udzielono im dyspensy w dostawie energii, a podświetlone domy i bałwan, wyglądały uroczo. Temperatura zewnętrzna wskazywała, ze bałwan prędko się nie rozpuści.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 





Autor: ZENON JERZY MARON
Data: 22 kwietnia 2015