· Zaloguj się · ISSN 2083-8824
Konto
E-wokandy
Sygnatura:

Miasto:

Regulacje prawne

Publikacje

A A A

Jak Jerry...rozdz.LXX

Rozdział LXX

 

Jacek ze swoim współpracownikiem zaproponowali przygotowanie wystroju pubu z dwoma charakterystycznymi elementami. Na pierwszej stronie zaproszenia sylwestrowego wydrukowano obrazek opracowany przez grafika, ukazujący orła białego grającego na złotej harfie ze srebrnymi strunami. Ma to symbolizować polsko irlandzki klimat pubu, potrawy i muzykę charakterystyczną dla tych dwóch narodów. Natomiast Aleksander, brat Jacka, zaproponował, aby umieścić nad estradą stary symbol Irlandii, plastyczną makietę trójlistnej koniczyny trzymaną w dziobie przez orła białego. Pomysł jest ciekawy i przy właściwej oprawie świetlnej, powinien ładnie wyglądać. Ale kiedy konsultowano wygląd tej makiety z Jerry`m, podniósł on znamienny problem. Orzeł nie powinien trzymać w dziobie trójlistnej koniczyny, bo będzie wyglądała jako zdobycz. Lepszym rozwiązaniem będzie, jeśli orzeł swoim skrzydłem obejmie w pasie koniczynkę. I rzeczywiście, gdy rozrysowano projekty, propozycja Jerry`ego była najlepsza. Po udekorowaniu całej sali, zamocowaniu makiety i odpowiednim jej podświetleniu, nabrało to wszystko świątecznego wyglądu. Justyna oceniła, że wygląda wspaniale. Wiesław z Justyną wybrali zespół muzyczny, cztero osobowy z piosenkarką, mającą w swoim repertuarze piosenki polskie i irlandzkie. Aleksandra przygotowano, że będzie Jackowi pomagał przy barze, a podstawowo zajmie się organizacją balu, pełniąc rolę wodzireja. Przecież pracował dłuższy czas jako didżej wśród nastolatków i dał sobie z nimi radę, to i tu może prowadzić zabawę. Nadszedł ostatni dzień roku. Rozpoczęcie balu wyznaczono na godzinę dwudziestą.

Justyna z Wiesławem ubrani odpowiednio do sytuacji, ustalili, że stolik dla ich grupy ma być z boku, mało widoczny dla reszty uczestników zabawy. Wiedzieli, że będzie Józef z Wandą, Edward z żoną Janiną. Ze stałej grupy nie odezwał się tylko Witold. Po ostatnim spotkaniu, gdy Jerry wyraźnie powiedział co myśli o metodach pracy Mathew`u, Witold dostał po uszach nie tylko od Justyny i Witolda, ale również od swojej żony Liliany, pracującej we własnej firmie na zachcianki Witolda. Witold miał ciągoty do życia na cudzy rachunek. Ciągle marzył o szybkich samochodach, drogich restauracjach, wyprawach w nieznane i bywanie w miejscach odwiedzanych, przez ludzi bogatych. Kiedyś, gdy pracował w resorcie, tak zdobywał informatorów. Poznawał ich słabe strony, zbierał materiał kompromitujący i miał gościa na widelcu. Rzadko kiedy klient odmawiał prośbie Witolda. I tak w wydziale tworzył mit o swojej niezawodności. Ale wierzyli w ten mit tylko ci, co go nie znali. Pozostali, znając jego grę pozorów, nie utrzymywali z nim kontaktów towarzyskich, jeśli nie musieli. Chełpił się kontaktami ze służbami zagranicznymi, często pokazując się w otoczeniu takich ludzi jak Mathew`u.

  • Może Witold poleciał do swojego kolegi, do Anglii – Wiesław uśmiechnął się – jak dowiedział się, że Jerry jest z dziećmi i żeni się po raz drugi, może stał się zazdrosny o jego młodą żonę? Ostatnie spotkanie nie wskazywało na to, żeby znaleźli wspólny język z Witoldem i jego przyjacielem Mathew.

  • Witold zawsze był interesowny. Jak pamiętam go z wcześniejszego okresu, gdy przychodził do nas, to zawsze rozglądał się ciekawie, co przybyło w naszym domu i czy nie możnaby tego dostać – wspomniała Justyna – często dawałam mu po łapach jak brał w ręce nasze nowe bibeloty, bo bałam, że albo od razu schowa do kieszeni i wyniesie po kryjomu, albo rozbije, jeśli było to ze szkła.

  • Przecież nie musieliśmy się z nim kolegować – przypomniał Wiesław.

  • Oczywiście, tylko że Lilka pracując w handlu zagranicznym, zawsze nas czymś ratowała. Nawet ci o tym nie mówiłam, ale tak było, niestety – Justyna pochmurniała na wspomnienie okresu kryzysowego – była dobrą koleżanką. Nic za tą pomoc nie chciała.

  • A Witold wiedział o tym? – spytał Wiesław.

  • Wiedział, że przyjaźnimy się, nic więcej.

  • Dlatego tu w pubie, od początku, czuł się jak u siebie. Po otwarciu zrobiłem sprawdzenie pomieszczeń, ale podsłuchów nie było – rozmyślał Wiesław.

  • Zostawmy ten temat, jeśli nie wziął zaproszeń, to jego nie będzie, sprawdź jak przygotowania na sali, ja zajrzę do kuchni – zaproponowała Justyna.

Dokładnie o ósmej wieczorem orkiestra rozpoczęła grać. Na sali przy większości stolików siedzieli już goście, przyglądając się suto zastawionym stołom. Przy bufecie utworzyła się kolejka gości najbardziej zapobiegliwych, kupujących szampana, wina, piwa i wódkę, mimo zagwarantowanej ilości alkoholu, proporcjonalnie do ilości siedzących przy stole osób. Franciszek zadbał, aby przy bocznym stoliku, usiedli policjanci z jego grupy trenującej walki wschodu, stanowiący zabezpieczenie na wypadek zakłóceń na sali.

W miarę zbliżającej się północy, atmosfera na sali stawała się cieplejsza, goście coraz głośniej rozmawiali ze sobą, a wodzirej coraz głośniej namawiał do kolejnych tańców. Aleksander opracował kilka konkursów dla pań i panów. Nagrodą w każdym konkursie była butelka dobrego szampana. Paniom zaproponował konkurs ze świeżym jajkiem a panom zaproponował konkurs ze sznurówką, ale taką o długości około półtora metra. Panie miały przekładać panom świeże jajko przez nogawkę spodni z jednej nogawki do drugiej, i to tak, aby jajko wyszło całe. Natomiast panowie mieli sztywną sznurówkę włożyć pod suknię i wyciągnąć ją górą spod biustonosza. O godzinie 22,oo do pierwszego konkursu, zgłosiło się sześć par. Panie, widać było, że są już po kilku toastach, ustawiły swoich panów w rzędzie, robiąc przerwy półmetrowe i na hasło wodzireja - start, zaczęły wkładać jajko do jednej nogawki, od dołu. Muzyczka akompaniowała cicho a panie z głośnym śmiechem kucnęły naprzeciw swoich panów i zaczęły przeciskać jajko. Było trochę radości, gdy jedna z pań doszła do krocza i zaczęła jajko wciskać swojemu chłopu do slipek. Chłop chichotał, nogawka mu się podniosła, a jajko utknęło w slipach i po chwili na spodniach pokazała się mokra plama. Jajko nie wytrzymało nacisku. Następna uczestniczka konkursu, gdy miała przełożyć jajko z jednej nogawki do drugiej, pomyliła się i szukając zagubionego jajka złapała męża za jądro i usiłowała wetknąć je do drugiej nogawki. Gdyby nie ostry krzyk męża, mogłaby i urwać woreczek a jajkami, a jajko surowe samo wypadło na posadzkę i rozbiło się. Pozostałe panie poradziły sobie lepiej, bo tylko jeszcze jedna przeciskała jajko przez bokserki, ale już go nie zgniotła tylko wpychając do drugiej nogawki zasugerowała się namiotem w nogawce i jajko nie zatrzymane prześlizgnęło się przez drugą nogawkę padając na posadzkę, i rozbiło się. Najszybciej zrobiła to pani Zosia, bo najprawdopodobniej nie wciskała jajka do spodenek, tylko przesuwała jajko po nogawce i w chwili gdy utworzył się namiot w nogawce, jedną ręką zabezpieczała jajko od dołu a drugą pilotowała jajko z nogawce, nie przejmując się gotowością swojego męża.

Panowie mieli zadanie trudniejsze. Założeniem konkursu było przewleczenie sznurowadła tak, aby samo sznurowadło szło do góry, bez dotykania ciała partnerki. I do tego konkursu zgłosiło się sześć par. Panie ubrane w suknie balowe dość obszerne, aby panowie mogli pod suknią kontrolować drogę wtykanej sznurówki. Wydawałoby się wszystko proste, przełożyć sznurówkę i już. Przy zabawie wyglądało to zupełnie inaczej. Panie i ich towarzysze, po kilku godzinach biesiady, były wyraźnie rozluźnione. Ustawili się tym razem w kole, tak, że wodzirej będąc w środku, miał możliwość podglądania, jak przebiega zabawa i kto biorąc udział w konkursie, bawi się uczciwie a komu innemu pomaga towarzyszka. Na hasło wodzireja – start, panowie padli przed paniami na kolana i widać było tylko falujące spódnice i śmiejące się panie, starające się pomóc swoim partnerom, prze wyginanie ciała to do przodu, to do tyłu, by po chwili wyciągnąć partnera spod spódnicy, umożliwiając mu złapanie wychodzącej końcówki sznurówki. I tu pierwsze miejsce zajęła pani Basia z mężem Dariuszem, natomiast gdy zwycięzcy otrzymywali nagrodę, dwie pary nadal nie mogły wyjść z fazy pod spódniczej, gdzie panowie coś grzebali a panie rechotały z radości. Dopiero głośny aplauz publiczności i tusz orkiestry dla zwycięzców, spowodowały, że panowie wystawili głowy na zewnątrz i patrzyli zdziwieni na parę która wygrała konkurs.

Wspólna zabawa spowodowała, że do godziny zerowej zostało niewiele czasu. Wiesław rozmawiając przez telefon z Jerry`m, uzgodnił, że za pomocą notebooka połączą się z nim, bawiącym się u syna w Irlandii i gdy nadejdzie czas życzeń, Jacek podłączy notebooka do wzmacniacza i Jerry ukazując się na ekranie nad estradą, złoży życzenia noworoczne wszystkim bawiącym się. Będzie to rodzaj zapewnienia, że współwłaściciel pubu będzie zawsze ze swoimi sympatykami. Justyna i Wiesław mieli nadzieję, że bawiący się, widząc zadowolenie na twarzy Jerry`ego, będą spokojniejsi.

Gdy nadeszła pora życzeń a zegar wydzwonił dwunastą, wszyscy zaczęli składać sobie życzenia, nie ograniczając się do swojego stolika. W pewnej chwili, na ekranie nad estradą pojawił się herb Irlandii i za moment pojawił się Jerry. Witając się ze wszystkimi gośćmi łamaną polszczyzną, Jerry złożył serdeczne życzenia obecnym na balu i im najbliższym, oznajmiając, że wyjechał do Irlandii aby poślubić ukochaną kobietę i w tym momencie przytulił do siebie Elen, stojącą obok niego i mocno ją ucałował. W pubie rozległy się oklaski i ktoś zaintonował okolicznościową pieśń – „Sto lat”. Odśpiewano ją do końca i ponownie rozległy się spontaniczne oklaski, z okrzykami, żeby Jerry szybko wracał do pubu. Obraz zniknął i orkiestra rozpoczęła grać.

Zabawa w pubie przebiegała spokojnie, tylko Franciszek musiał kilka razy interweniować przy wejściu, bo już po północy przychodzili do pubu nie proszeni goście i chcieli dołączyć do ogólnej zabawy. Justyna z Wiesławem tańcząc spokojniejsze kawałki, przyglądali się gościom i byli zadowoleni, że zabawa przebiega tak spokojnie. Przygotowali personel, że zabawa może trwać i do godziny szóstej rano, jeśli wcześniej towarzystwo nie zakończy zabawy.

Tak jak przewidywano, zabawa zakończyła się o szóstej godzinie. Zamknięto drzwi za ostatnim gościem i ustalono z załogą, że wszyscy idą do domu i ponownie spotykają się o godzinie piętnastej, dokańczają sprzątanie i obsługują przychodzących gości, ale tylko do dwudziestej drugiej.

 

 

 

 

 

 

 





Autor: ZENON JERZY MARON
Data: 23 kwietnia 2015