· Zaloguj się · ISSN 2083-8824
Konto
E-wokandy
Sygnatura:

Miasto:

Regulacje prawne

Publikacje

A A A

Jak Jerry...rozdz.LXXII

Rozdział LXXII

 

Zima w Polsce tego roku była wspaniała. Ośnieżone drzewa, ośnieżone dachy domów, nieduży mróz utrzymujący niewielka powłokę lodową na drogach, powodował, że samochody jechały wolniej, a kierowcy byli rozważniejsi. Do domu dojechali taksówką w godzinach popołudniowych. Przebrali się, odświeżyli i na obiad pojechali do pubu. Jerry nie dzwonił do Justyny i Wiesława, i nie sygnalizował swojego przyjazdu z Elen, chciał im zrobić niespodziankę, bo ciekaw był, jak przystroili pub na zabawę sylwestrową. Miał nadzieję, że wystrój pubu utrzymają przez kilka dni.

Na parkingu przy pubie powitali ich pracownicy ochrony. Z uśmiechem podeszli do Elen i Jerry`ego żeby złożyć im życzenia z okazji zawartego ślubu i nowego roku. Elen była niezwykle zaskoczona, bo pierwszy raz miała do czynienia z takim objawem życzliwości. Niewiele rozumiała z tych życzeń, ale uśmiechała się tak szeroko jak Jerry, potakując, nie wiedząc do czego. Nie zdradziła się, że jeszcze nie rozumie tego szeleszczącego języka. Jerry też jej nie zdradził, ale po wyjściu z parkingu powiedział Elen, że to zdarzenie powinno przyspieszyć ich decyzję o nauce języka polskiego.

W drzwiach pubu czekał na nich Franciszek, wprowadził do środka, pomógł w zdjęciu wierzchnich okryć i złożył im serdeczne życzenia z okazji ślubu i nowego roku. Rozmawiając weszli na dużą salę i Jerry zobaczył nad sceną, powyżej płaskiego ekranu telewizora, makietę dużego białego orła przytulającego do siebie uśmiechniętą trójlistną koniczynę. To było to. Tak właśnie wyobrażał sobie te dwa symbole splecione razem w uścisku, gdy przekazywał Wiesławowi swoje sugestie. Oboje byli pod wrażeniem obrazu, jaki zobaczyli. Makietę wykonano artystycznie, ze smakiem.

  • Tak właśnie wyobrażałem sobie złączenie tych dwóch symboli – Jerry szepnął do Elen – ładnie to wygląda, prawda?

  • Ładnie – odpowiedziała Elen – ciekawe, czy projektowała, to Justyna?

  • Możemy zapytać, bo właśnie nas zauważyła i idzie w naszym kierunku – gdy Justyna podeszła do nich, Elen przywitała się pierwsza, a następnie Jerry chwycił ją w ramiona i mocno wyściskał - gdzie Wiesław? W pokoju cy pojechał dzieś? – zapytał sepleniąc.

  • Pojechał do komendy, bo naczelnik prosił o pilny przyjazd. Jak wróci to opowie ci wszystko, a jest co opowiadać. Siadacie przy stole, zaraz podeślę Joasię to powiecie co chcecie zjeść – Justyna podprowadziła ich do stolika, poczekała aż usiądą i ręką dala znać Joasi, żeby podeszła. Kiedy Joasia podchodziła, Justyna poprosiła Jerry`ego, żeby po obiedzie weszli do niej do pokoju, i poszła do siebie.

Elen uzgodniła z Joasią zestaw obiadowy, a Jerry podszedł do baru porozmawiać z Jackem. Intrygowało go, kto wykonał projekt makiety wiszącej nad sceną.

  • Witam panie Jacku, pienkna makieta, tylko ciekawi mnie kto jom projektował?

  • Witam, mój brat, Aleksander. Na balu sylwestrowym pomagał mi w barze i był wodzirejem. Pan Wiesław powiedział nam jak to ma wyglądać, a brat wykonał projekt i po zatwierdzeniu przez szefostwo, zrobił z papieru szablon a następnie wyprofilował tak, aby symbole wyglądały trój wymiarowo, plastycznie. Goście też mówili, że jest to niezwykle oryginalne. Coś podać?

  • Dzienkuje, jem obiad z żonom, ładny wystrój zrobiliście. Prose pochwalić brata i tych co pomagali w ustrojeniu lokalu. Mnie siem podoba – powiedział i wrócił do stolika, gdzie postawiono już pierwsze danie obiadowe.

  • Co tak długo rozmawiałeś z barmanem? – spytała Elen – zupa już wystygła, poproszę Joasię, aby odgrzali, czy zjesz taką?

  • Kochanie, zjem taką jak jest. Rozmawiałem z Jackiem. Okazało się, że makietę tych symboli wykonał jego brat. Justyna zatrudniła go jako pomocnika do baru i wodzireja zabawy. Zdolny chłopak. Nie musimy się spieszyć z jedzeniem, bo i tak musimy zaczekać na Wiesława. Wezwano go do komendy w naszej sprawie. Mam nadzieję, że to już niedługo się skończy – westchnął – stanowczo za długo się tym zajmują. U nas w stanach, jak sędzia przyjął sprawę, to zamykał klientów i później już spokojnie wszystko się prowadziło, a tu? Wygląda na to, że będzie to się ciągnęło nawet rok czasu. Przecież już kilka miesięcy upłynęło, a policja nadal jest w lesie. Chyba, że Wiesław będzie miał jakieś lepsze wiadomości.

  • Kochanie, ja już jutro muszę rozpocząć próby i nie będę miała czasu na czekanie. Może zjemy obiad i pojedziemy do naszego architekta. Chciałabym zobaczyć zarys naszego domu. Dobrze?

  • Masz rację, jak zjemy, wejdziemy do Justyny i powiemy jej, że jak Wiesław pokaże się w pubie, niech zadzwoni, to wtedy przyjedziemy i pogadamy. Zadowolona? – upewnił się.

  • Tak właśnie myślałam.

Justyna nie mogąc doczekać się Elen i Jerry`ego, wyszła na salę w chwili, gdy wstawali od stołu. Uzgodnili, że gdy Wiesław powróci z komendy, zadzwoni do Jerry`ego i ustalą godzinę spotkania. Wyszli z pubu, wsiedli do samochodu i pojechali do architekta, który pilotował całą budowę ich domu. Zaanonsowali się telefonicznie, żeby nie jechać na próżno. Gdy podjeżdżali pod dom pana Jana, paliły się na zewnątrz światła sygnalizując, że gospodarz czeka na swoich gości. Jerry nacisnął guzik i nie zdążył odejść od dzwonka, gdy otworzyły się drzwi i ukazał się pan Jan w ciepłej bonżurce. Uśmiechnął się szeroko, przywitał się z Elen jak z najbliższą osobą, uściskał również Jerry`ego i zaprosił ich do środka. Miał dla nich dobre wieści. Wysoka temperatura listopada i grudnia pozwoliła na zamknięcie domu w stanie surowym.

Posadził ich w salonie, poprosił gospodynię o przygotowanie kawy i przyniesienie ciasteczek i wyciągnął plany domu, aby ilustrować swoją opowieść.

  • Mili państwo, pogoda nam sprzyjała i mamy już dom w stanie surowym. Teraz też korzystamy z dobrodziejstwa natury, ogrzewamy go od środka i wietrzymy, aby mury były suche przed położeniem tynków. Bo instalacje już położono i korzystamy z nich przy ogrzewaniu. Panie Jerry, proszę tłumaczyć pani Elen, bo wprowadziłem pewne zmiany w projekcie. Okazało się, że wykonanie basenu w tym terenie, gdzie woda podskórna jest na głębokości jednego metra mogło narazić państwa na dodatkowe kłopoty, dlatego zmieniliśmy koncepcję. Koryto basenu musimy uszczelnić, ale to już fachowe terminy, to nie będę państwa męczył, faktem jest, że będzie lepiej.

  • Jerry – wtrąciła Elen – powiedz panu Janowi, że chcę pojechać na budowę i sama zobaczyć, jak dom wygląda.

  • Dobrze kochanie – odpowiedział Elen i zwracając się do architekta, powiedział – moja zona chcem pojechać na budowe domu. Mozemy?

  • Oczywiście, panie Jerry, za chwilę będę gotów. Proszę wypić kawę i spróbować ciasteczek, a ja zaraz będę gotowy – i szybkim krokiem, pan Jan wyszedł z salonu.

Elen spojrzała pytającym wzrokiem na Jerry`ego, nałożyła sobie na talerzyk dwa małe ciasteczka i nie odzywając się upiła trochę kawy i zaczęła je chrupać. Jerry poszedł w jej ślady i nałożył sobie dużo tych smakowicie wyglądających ciasteczek, i spoglądając z pokorą w oczach na Elen, zaczął je zjadać jedno za drugim, aż Elen mu przygadała:

  • Zwolnij z jedzeniem, bo nie zdążysz wypić kawy.

  • Dam radę – odpowiedział Jerry, z pełną buzią ciasteczek – nie martwij się, zdążę.

  • No, moi drodzy – powiedział pan Jan wchodząc do salonu - już jestem gotów.

  • My też – głośno powiedział Jerry z pełnymi ustami – tylko kawę dopiję.

  • Spokojnie – uśmiechając się do Elen, patrzącej na Jerry`ego, jakby chciała go zamordować – nie musimy się spieszyć.

Jerry wstał z buzią pełną ciasteczek i kawy, ruszył za Elen, najwyraźniej zdenerwowaną. Tyle razy mu mówiłam – powtarzała w myślach – żeby nie napychał ust gdy rozmawia. Przekorny Irlandczyk, kompromituje się w ten sposób. Co się z nim dzieje?

Jerry jakby słyszał wywód Elen, przysunął się do niej i szepnął:

  • Ale pyszne te ciasteczka. Nigdy nie jadłem tak dobrych...

  • To ciebie nie usprawiedliwia – szeptała również – co się z tobą dzieje?

  • Nic kochanie, ciasteczka były posypane pokruszonymi orzeszkami i miały pyszny smak...

  • Ty łasuchu, nie można z pełnymi ustami rozmawiać...

  • Kochanie, to było silniejsze ode mnie. Ale już zjadłem. Jesteśmy na miejscu, wysiadamy.

Wysiedli z samochodu przed wejściem w ogrodzeniu i spojrzeli na dom. Stał i już wyglądał wspaniale. Elen uśmiechnęła się i podchodząc do pana Jana powiedziała tylko jedno słowo. Piękny. Jerry już chciał panu Janowi przetłumaczyć, ale pan Jan pomachał ręką i powiedział:

  • Zrozumiałem panie Jerry, pani Elen powiedziała, że jest piękny.

  • Tak powiedziała – potwierdził Jerry – to może wejdziemy do domu.

Pan Jan poszedł przodem a za nim Elen i Jerry. We wnętrzu domu krzątali się pracownicy zajmujący się przygotowywaniem ścian pod tynki. Architekt zaprowadził Elen i Jerry`ego na górę, aby pokazać, że zmieniono pewne parametry dużej sali, z uwagi na konieczność innego rozmieszczenia podpór. Elen była zachwycona. Z wyrazu jej twarzy bila olbrzymia radość jakiej doznawała oglądając swój dom. To była realizacja jej marzeń. Na oczach wszystkich ucałowała Jerry`ego, dziękując mu za wszystko, co dobrego od niego doznała. Biorąc jego rękę wymownie położyła ją na swoim brzuchu, lekko głaszcząc. Zbliżywszy usta do jego ucha, wyszeptała – to owoc naszej miłości, to wszystko dla niego. Głośno zaś wypowiedziała do Jerry`ego:

  • Mama będzie spała przy pokoju dziecinnym, żeby mieć blisko do wnuka – tuląc się do Jerry`ego, dodała szeptem – abyśmy my mieli czas dla siebie, prawda kochanie?

  • Prawda, tylko ty zapominasz, że patrzą na nas ludzie, którzy budują nam dom – wtrącił – zostawmy te deklaracje na później.

  • Dobrze, powiedz panu Janowi, że jestem zadowolona.

  • Panie Janie – zaczął Jerry – moja zona mówi, ze jest zadowolona z budowy. Cy coś jesce tseba?

  • Nie trzeba – odpowiedział pan Jan – mam telefon do pana, to poinformuję, gdyby czegoś zabrakło. To, już wracamy?

  • Tak – odpowiedział Jerry i odebrał telefon, który w tej chwili się odezwał - Wiesiu? Pocekaj chwile, muse siem pozegnać – kiwnął głową pracownikom i razem z Elen i architektem poszedł do samochodu – jus jesteś na miejscu? Dobze, jus jedziemy do ciebie – zamknął telefon i poinformował Elen, że powinni wracać do pubu, bo Wiesław wrócił i czeka na nich z wiadomościami.

Pan Jan podwiózł ich do samochodu Jerry`ego, pożegnali się ustalając, że prace mają trwać cały czas, żeby można było wprowadzić się do domu jeszcze przed rozwiązaniem ciąży Elen. Jeśli chodzi o wyposażenie, to do wcześniej podanej listy dojdą tylko drobiazgi, ale o tym będą informować telefonicznie.

W pubie czekano na nich, przygotowując ulubione danie Elen, na uroczystą kolację. Justyna postanowiła podejmować Elen, jak żonę wspólnika, niezwykle bliskiego. Przekonała się, że Jerry zasłużył na miano przyjaciela, chociażby po tym, jak zareagował na prośbę Wiesława. Podczas rozmów w sylwestra, dowiedziała się od Józefa, że dzięki Wiesławowi, Jerry pojechał do Hiszpanii. Miał swoich znajomych w policji madryckiej i korzystając z ich pomocy miał sprawdzić, czy zięciowi Józefa może coś grozić ze strony jego dawnych kolegów. To tam właśnie poznał Elen, która zmieniła życie Jerry`ego. Jerry ponownie rozkwitł.

Usiedli do wspólnej kolacji. Wiesław uśmiechając się tajemniczo, spojrzał na Jerry`ego i puszczając do niego oko, wyjawił:

  • Usuwając jeden kamyk, ruszyłeś lawinę, która zabrała ze sobą dużą ilość ludzi. W grupie, w której pracowali mięśniaki było w sumie trzydzieści dwóch młodzieńców, a przewodził im Wojciech Ciepiel z Marchewką. Wyobraźcie sobie, że tak grupa działała przez okrągłe pięć lat, a policja nie miała dowodów, żeby ich postawić w stan oskarżenia. Dopiero nasze zdecydowane przeciwstawienie się, spowodowało lawinę, która pociągnęła ze sobą pozostałych członków grupy. Przeprowadzono zatrzymania prawie wszystkich poważniejszych członków tej grupy, zostawiając na później najmniej zaangażowanych w działalność.

  • Czyli co, Marchewka psecie jest juz posłem, to jego mogom zamknonć jak zabiorom mu immunitet – rozważał Jerry – to jego chustecki moge spalić?

  • Poczekaj, aż mu odbiorą immunitet ...

  • Wiesiu, ale on i tak nic nie bendzie mógł zrobić – dociekał Jerry.

  • A może będzie chciał się mścić? Ostatnio jak był u nas na rozmowie, to widziałem jak rozglądał się po sali, wyglądał jakby zastanawiał się, gdzie najlepiej podłożyć ogień – studził Wiesław.

  • Kochanie – Elen trąciła Jerry`ego – czemu się tak emocjonujecie?

  • Mówimy o tych przestępcach, co chcieli od nas wmusić haracz, ale my się nie daliśmy i teraz oni mają kłopot – objaśnił ją Jerry – zamknęli ich po kolei.

  • To teraz macie spokój? – upewniała się Elen.

  • No, nie do końca, bo jeden z nich został posłem i nie mogą go zatrzymać bez decyzji sejmu – tłumaczył dalej – policja musi poczekać, aż sejm odbierze mu immunitet poselski.

  • To w Polsce do sejmu mogą być wybierani przestępcy? – zdziwiła się Elen

  • Jak wcześniej nie był karany, to mogą – wytłumaczył Jerry – tak jest wszędzie w demokracji.

Zjedli kolację i pojechali do domu, bo Elen następnego dnia rozpoczynała próby do swojej premierowej roli Carmen. Żyła tym wydarzeniem już od kilku dni, dlatego dopingowała Jerry`ego, żeby skontrolować wszystko, co mieli do załatwienia w najbliższym czasie. Chodziło jej o to, żeby mieć spokojną głowę, gdy rozpocznie próby. Zgodziła się jedynie na rozpoczęcie wspólnie z Jerry`m kursów języka polskiego, bo jeśli mają zamieszkać w budowanym domu, ma urodzić w polsce dziecko, to powinna na tyle poznać ten język, żeby uczyć dzieciaka i rozumieć jego potrzeby.

EPILOG

 

Zaangażowanie Elen w przygotowanie swojego debiutu na scenie opery warszawskiej powodowało, że na Jerry`ego spadł obowiązek zajmowania się gospodarstwem domowym, to znaczy, zajmowania się tym wszystkim od czego przy swojej pierwszej żonie uciekał. Czyli musiał się zająć przygotowaniem śniadania przed wyjazdem z domu do opery, sprzątaniem mieszkania, praniem, zmywaniem i przygotowywaniem kolacji, takich jak Elen lubiła. Ale to nie wszystko. Był kierowcą dyspozycyjnym dla żony, gdy tylko potrzebowała czegokolwiek w środku dnia. Podwoził jej ubrania, zabierał ubrania, zawoził ją do opery, zabierał z opery po próbach i odwoził do domu, z domu ponownie zawoził na spektakl wieczorny i wracał wieczorem, gdy skończył się spektakl, zabierał żonę do domu i utulał do snu. Elen była kochana, ale Jerry`mu brakowało trochę oddechu, trochę czasu, który mógłby poświęcić na swoje potrzeby. Nic nie mówił Elen, tylko uspakajał ją gdy była przemęczona, masował stopy, gdy miała trudności z chodzeniem, starał się ulżyć jej, aby nie odczuwała trudów ciąży, coraz bardziej widocznej. Dyrekcja opery poszła Elen bardzo na rękę i gdy ciąża stała się widoczna, dali jej urlop na spokojne rozwiązanie.

Zbiegło się to w czasie z zakończeniem budowy domu, którego poddawano suszeniu po tynkowaniu, malowaniu wewnętrznych ścian i elewacji zewnętrznej, montowaniu wszystkich elementów zamówionych wcześniej, łącznie z ustawianiem mebli, systematycznie zwożonych od producentów. Niektóre meble Elen zamówiła w Hiszpanii, bo tak jej pasowały do wystroju. Działka, na której budowali dom była trochę na uboczu, ale po zakończeniu budowy, dom stał się widoczny z daleka, i to powodowało, że przejeżdżający pobliską drogą publiczną zatrzymywali się przy ogrodzeniu, aby podziwiać kształt domu, rozłożystość dachu i zagospodarowanie ogrodu. Elen, widząc niekiedy ludzi stojących przy ogrodzeniu, upewniała się, że słusznie zrobiła projektując tak rozłożysty dom. W dwa dni po wprowadzeniu się do nowego domu, Elen zadzwoniła do swojej mamy, dając znać, że już czas, żeby przyjechała, bo rozwiązane niedaleko.

Emilia tylko na to czekała. Zebrała cały swój dobytek, wspólnie z przedstawicielami firmy kurierskiej popakowała go w kartonowe pudelka i wysłała spakowane paczki na adres córki. Wsiadała do samolotu z podręcznym bagażem, odprowadzana przez swojego przyjaciela Conrado. Żegnając ją na lotnisku obiecał, że za kilka miesięcy, gdy Elen urodzi córkę, przyleci do Polski do swojej wnuczki. Po starcie samolotu, zdała sobie sprawę, że żegna się ze swoją ojczyzną i leci na spotkanie córki, jej męża i wielu innych obcych ludzi. Znała Jerry`ego, poznała jego dzieci i była zadowolona, że Elen osiadła przy jego boku. Oboje z Conrado pracowali nad tym, żeby dać Elen odpowiednie wykształcenie muzyczne, pomogli jej w pierwszych krokach na scenie i teraz byli już pewni, że sobie poradzi przy boku Jerry`ego. Aby przygotować Elen do samodzielnego życia, Conrado sprzedał swoją posiadłość na wybrzeżu Morza Śródziemnego w Walencji. Kilka razy Emilia była w tej posiadłości, gdy Conrado wydawał tam przyjęcia dla swoich przyjaciół. Posiadłość była piękna, działka bardzo duża. Tam to właśnie, w wolniejszej chwili poczęli Elen. Conrado od razu powiedział, że to będzie posiadłość dla ich córki. Przepisał na nią całą posiadłość, jak tylko osiągnęła pełnoletność. Ponieważ Elen wybrała inne rozwiązanie, Conrado, będąc pełnomocnikiem Elen, sprzedał tą posiadłość, a pieniądze wpłacił na rachunek inwestycyjny. Gwarantowało to Elen bardzo wysokie zyski, przy bezpiecznych inwestycjach. Emilia nie kontrolowała sposobu wydawania pieniędzy przez córkę, ale znając jej sposób patrzenia na świat, wiedziała, że Elen będzie bardzo ostrożna w gospodarowaniu swoimi pieniędzmi. Miała dobry zawód, zarabiała naprawę bardzo dobrze, dlatego Emilia nie wnikała w koszty budowy domu. Ale mając swoje zasoby pieniężne, wcale nie małe, wiedziała, że gdyby Elen potrzebowała pomocy, na matkę swoją może liczyć.

Kilka godzin później, samolot z Emilią na pokładzie wylądował na lotnisku warszawskim, przeszła przez bramki i pouczona przez Jerry`ego podeszła do taksówek i w języku angielskim zapytała, który z kierowców może ją zawieść pod adres zapisany na kartce. Znalazła kierowcę ze znajomością tego języka. Kierowca przeczytał adres i obiecał zawieść Emilię na miejsce, według wskazań licznika. Emilia miała przygotowaną gotówkę na taksówkę, nie oponowała na taką propozycję, tylko ucieszyła się, że za chwilę będzie u córki. Wsiadła do taksówki i po przejechaniu kilkudziesięciu minut przez miasto, dojechali pod adres podany przez córkę. Kierowca niezwykle życzliwie pomógł Emilli wyjąć podręczny bagaż z samochodu, postawił go tuż przy furtce ogrodzenia, zainkasował kwotę wskazaną przez licznik, czyli całe sto sześćdziesiąt euro i odjechał zostawiając Emilię przed domem córki. Dom był wspaniały. Emilia nacisnęła przycisk dzwonka. Czekała chwilę, gdy na małym ekranie domofonu pokazała się twarz Jerry`ego, informującego, że już idzie po Emilię, tylko prosi ją, aby otworzyła furtkę, gdy zabrzęczy zamek. Zamek zabrzęczał, Emilia weszła do środka i dalej powoli ciągnęła za sobą torbę na kółkach z podręcznym bagażem. Jerry podbiegł do Emilii, chwycił ja w ramiona, ucałował, zabrał torbę na kółkach i zaprowadził do domu. Emilia była zachwycona. Ona sama marzyła kiedyś, że spotka księcia z bajki, bogatego, przystojnego jak Don Alonzo, aktora filmowego grającego role skutecznego matadora, mającego na swoim koncie same sukcesy w walce z bykami. Pobiorą się z wielkiej miłości, wybudują okazały dom, i będą mieli tuzin pięknych dzieci. Rzeczywistość stała się zupełnie inna. Po szkole gastronomicznej znalazła zatrudnienie w domu młodego oficera policji, don Conrado, przystojnego, żonatego wprawdzie, ale nie mającego w żonie oparcia. Oparcie don Conrado znalazł w ramionach Emilli, zakochał się w niej i to spowodowało, że Emilia nie szukała innej pracy. Zaszła w ciążę i urodziła swojemu przyjacielowi córkę, której dali imię Elen. Wprawdzie żona Conrado doprowadziła do tego, że Emilia na czas porodu musiała wynieść się z jej domu, jadąc do swojej matki, ale w jakiś czas po porodzie, gdy Elen już stanęła na nogi, wróciła do swego kochanego Conrado, gdy żona jego uciekła z młodym torreadorem. Don Conrado awansował, został brygadierem policji, przeszedł na emeryturę a Emilia pozostała przy nim, prowadząc mu dom. Nie mogli wziąć ślubu, bo żona uciekając z młodszym, nie zgodziła się na rozwód. I tak już zostało. Martwiła się, jak Conrado da sobie radę bez niej, ale wezwanie córki było dla niej ważniejsze. Conrado obiecał zatrudnić kucharkę i to mu na razie powinno wystarczyć.

Jerry, mając dla siebie bardzo mało czasu, zaglądał do pubu nie tak często jak przed poznaniem Elen. Wpadał na obiad albo kolację, żeby pogadać z Justyną, swoją wspólniczką i Wiesławem. Wiesław podśmiewywał się z niego, że nareszcie jest pod pantoflem żony.

  • Wiesiu – tłumaczył Jerry – wiesz jak to jest, gdy kocha siem kobiete. Cłowiek zrobi dla niej wsysko, bo tak mnie ucono. Teraz jak Elen jest w cionzy, to muse robić dla niej wsysko, zeby dziecko było pienkne, nie nerwowe.

  • Mówiłeś, że ma przyjechać mama Elen. Jak przyjedzie to cię wyręczy przy różnych pracach.

  • Mama jus psyjechała i psejeła obowionski w domu. Ale psecie ja muse wozić Elen i pomagać jej jak jom coś boli. Psecie jus niedłgo jeziemy do spitala, rodzić.

  • Mówiłeś, że pójdziecie na kursy polskiego...

  • Pójdziemy, na pewno. Pójdzie z nami nawet mama Elen, bo musi umieć rozmawiać do dziecka. Co z nasą sprawą?

  • Jerry, wszystko zmierza do właściwego końca. Zatrzymano Ciepiela i pierwszą grupę jego ludzi. Czekają tylko na zgodę sejmu na zatrzymanie Marchewki, dołączy do grupy i będą razem sądzeni. Prokuratura podzieliła całą sprawę, do pierwszej grupy włączyła najważniejszych decydentów i wykonawców, a resztę pomocników postanowili zostawić na później. Ważne, że staną przed sądem a my mamy spokój.

  • Wiesiu, jus muse jechać po Elen, bo to ostatnie badanie psed połozeniem siem w spitalu. Pozegnaj Justyne i powiedz, ze moze robić to wsystko, co bendzie chciała. Jestem pod telefonem.

Pożegnali się i Jerry pojechał do przychodni przyszpitalnej, gdzie Elen poddawana była ostatecznym badaniom przed rozwiązaniem. Elen była ze swoją mamą, dlatego Jerry mógł się na chwilę wyrwać do swojego pubu. Był zadowolony, że sprawa mięśniaków miała się ku końcowi, nareszcie będą spokojniejsi. Nikt nie będzie przychodził z jakimiś nie realnymi żądaniami. Może i w Polsce będzie można spokojnie planować swoją przyszłość.

W przychodni, Elen z Emilią czekały już po badaniach, zadowolone, bo wszystko przebiega normalnie. Poród może nastąpić za parę dni, dlatego już w domu spakowano torbę z najpotrzebniejszymi rzeczami i Jerry miał być cały czas pod telefonem, jeśli wyjeżdżał gdzieś z domu. Tak się umówili. Jerry widząc swoją żonę przed samym rozwiązaniem, starał się nigdzie daleko nie wyjeżdżać, a jeśli musiał, to tylko z Emilią do marketu lub na pobliski bazar. Nie jeździ nawet do pubu, żeby nie spóźnić się z odwiezieniem Elen do szpitala, gdy będzie miała już bóle porodowe. Najchętniej siedział w ogrodzie, przyglądając się pracy ogrodnika, mieszkającego w pobliżu. Pielęgnował ogród i sadził roślinność tak, jak sobie życzyła Elen.

Nadszedł dzień, gdy Elen zasygnalizowała, że już musi jechać do szpitala, bo się zaczyna. Wsiedli do samochodu i pojechali. Na miejscu lekarz stwierdził, że nadszedł czas, gdy córka próbuje się wyrwać na zewnątrz. Pozwolono Jerry`emu wspomagać Elen w czasie porodu. Jerry strasznie przeżywał ten poród, widząc jak Elen pracuje całym ciałem, aby szczęśliwie urodzić. Ma dwoje dorosłych dzieci, ale nigdy nie uczestniczył przy porodzie i właściwie to pierwszy raz przeżywa poród ze swoją żoną. Patrzył na porody zwierząt, ale nigdy nie widział porodu swojego dziecka. Zastanawiał się, jak prześlizgnie się główka dziecka i zobaczył to dopiero teraz. Był zafascynowany, ucałował krzyczącą Elen, pomagał jej w chwilach, gdy potrzebowała większego spięcia na dokończenie porodu. Po usłyszeniu pierwszego krzyku nowonarodzonego dziecka, po prostu oklapł. Dobrze, że miał w pobliżu taboret na którym usiadł w chwili słabości, bo inaczej mógłby paść na podłogę. Siedząc na taborecie wsłuchiwał się w krzyk oznajmiający, że Maria Luiza już rozpoczyna samodzielne życie. Trzymając Elen za rękę, był szczęśliwy.

Za kilka dni Maria Luiza dała znać domownikom, że jest już w swoim domu, czuje się świetnie i jest głodna. W nowym domu zaczęło się nowe życie, podporządkowane potrzebom najmniejszego domownika. Elen wracała do sił, Emilia podwójnie szczęśliwa biegała od córki do wnuczki, poświęcając im każdą wolną chwilę. Jedynie Jerry, za zgodą swojej żony wyjeżdżał na krótko do pubu, aby wspomóc Justynę w realizacji jej pomysłów, spotkania się z Wiesławem, Józefem i Edwardem na filiżance kawy. Koledzy trochę podśmiewali się z Jerry`ego, że piwo beczkowe i whisky może oglądać jak wpadnie do pubu, bo w domu mu żonka nie pozwoli, ale Jerry się tym nie przejmował, wiedząc, że są to żarty przyjaciół, z którymi zawsze może się spotkać jak nie w pubie, to we własnym domu. Bo beczka piwa i skrzynka whisky stoi w piwnicy Jerry`ego, czekając na chrzciny córeczki, Marii Luizy O`Mara.

Odbyła się rozprawa sądowa części grupy z Ciepielem, Marchewką, mięśniakami Myśkiem i Zygą, podstarzałym zapaśnikiem i inymi oskarżonymi. Otrzymali wysokie wyroki za wiele różnych przestępstw ujawnionych przez świadka koronnego. Jerry patrząc na skruszonego Marchewkę, postanowił zniszczyć chusteczki, jakie otrzymał od podstarzałego zapaśnika i jego szefa, Marchewki. Jedynie mięśniak, Myśiek, patrząc na Jerry`ego, zadawał mu nieme pytanie: „ Skąd wiedziałeś kto strzelał z rewolweru, w czasie napadu na stację benzynową?”. Nie otrzymał odpowiedzi, dlatego nurtowało go to przez wiele lat odsiadki. Zdecydował, że jak wyjdzie z więzienia, to pójdzie do pubu i zapyta Irlandczyka wprost. Może mu powie.

 

 

 

 

 





Autor: ZENON JERZY MARON
Data: 25 kwietnia 2015